Jak w ciągu 10 minut może człowiekowi zawalić się cały świat...
Witam! Chciałabym przede wszystkim z całego serca podziękować ZKP za przyznanie pamiętnikowi Wiktora Kruma II miejsca w Pamiętniku Miesiąca! Jest to dla mnie ogromna radość i nieopisany zaszczyt Mam nadzieję, że zasłużyłam sobie na to przemiłe wyróżnienie Dziękuję Wam bardzo!
***
Po interesującej rozmowie w kawiarni pani Storczyk wyruszyliśmy do domu. Powoli zbliżał się już zmierzch, słońce zachodziło w najpiękniejszych kolorach. Niebo było niemalże pomarańczowe, ostatnie promyki oświetlały migoczący w oddali zamek Durmstrang. Pomimo dość późnej pory ścieżka w tym dość popularnym nawet wśród obcokrajowców miasteczku była wciąż zaludniona. Słychać było śmiechy, rozmowy, szybkie i żwawe kroki uczniów oraz spokojne i statyczne ludzi, patrzących z dezaprobatą na głośną młodzież. Wiele osób nas wyprzedziło, a może to ja z Missel oddaliliśmy się od głośnej chmary. Trzymając się za ręce, milczeliśmy wcale nie ponuro. Każde z nas zatopione było we własnych marzeniach, tych najbardziej skrytych. Obydwoje wpatrywaliśmy się w cudowny krajobraz, pogrążeni w tej uroczej chwili. Żadne z nas nie chciało przerywać tego rozkosznego uniesienia, bojąc się zepsucia przepięknej chwili. Zarówno Missel, jak i ja zawsze byliśmy z natury małomówni. Doskwierająca innym zbyt długa cisza była dla nas bardziej ukojeniem dla nasuwających się w ciąż refleksji, przemyśleń czy nawet zwykłych, codziennych problemów. Zatopieni we własnych, skrytych marzeniach, podążaliśmy spokojnie z resztą kolegów i koleżanek, rzucających na nas zdziwione spojrzenia. Nikt nawet nie rzucił okiem na przepiękny zachód słońca, nikt nie wczuł się w otaczającą wszystkich aureolą romantyzmu, która unosiła się w powietrzu. Głośne śmiechy i tupot stóp były dla każdego czymś normalnym, natomiast nasze milczenie uznawane było za coś dziwnego, ponurego, jakby smutnego. Widziałem przecież to, że co druga osoba przypatruje nam się z podniesionym wysoko brwiami i z pełnym politowaniem czy może niedowierzaniem, dziwiąc się, że w tak wesoły wieczór zbliżającego się już końca wycieczki można milczeć i iść z tyłu. Jeden chłopiec, chyba pierwszoroczniak, podbiegł do mnie nawet i spytał się podekscytowanym i pełnym żywej energii głosem:
-Ty jesteś Wiktor Krum, prawda?- wypalił, a kiedy ujrzał moje pełne niechęci kiwnięcie głową, z zapałem ciągnął dalej.- Dlaczego stoisz tutaj sam, no... jedynie z tą dziwną dziewczyną?
Obrzuciłem malucha morderczym spojrzeniem, aż skulił się w sobie. Co za tupet!, myślałem, prawie zgrzytając ze złości zębami. Chłopak wymamrotał pod nosem jakieś niemrawe wyjaśnienia, po czym pobiegł przed siebie szybko, gubiąc po drodze czapkę. Wrócił po nią, a kiedy oddałem mu ją z pełnym satysfakcji uśmiechem, zaczerwienił się gwałtownie i odbiegł, mrucząc pod nosem jakieś obelgi pod moim adresem. Dopiero, gdy zniknął nam z oczu, zerknąłem na Missel. Twarz miała obojętną, ale po oczach można było poznać, że uwagę chłopca wzięła sobie do serca, choć próbowała to z całej siły ukryć. Nie wiedziałem, jak ją pocieszyć. Trochę mnie to dziwiło, że złośliwość jakiegoś malca, którego widziała po raz pierwszy w życiu, przejęła ją bardzo, ale po chwili dostrzegłem w samym sobie cień zrozumienia. Wyglądało na to, że Missel nie pierwszy raz w życiu spotyka się z tego typu niemiłymi rzeczami...Kiedy zastanawiałem się, jak z nią porozmawiać, coś innego się we mnie obudziło. Takie dziwne uczucia, jakby coś wewnątrz ciebie rozkazało ci coś zrobić bez namysłu, chociaż gdybyś dłużej pomyślał, na pewno byś się na to nie zdecydował. Nie umiem tego dokładniej opisać, bo jest to zbyt trudne do określenia uczucie...Nie wiem, czy rozumiesz, o co mi chodzi, pamiętniku... Zawsze mnie to we mnie irytowało, że za każdym razem przeważa we mnie nieśmiałość, ilekroć mam coś zrobić. Dość, że kiedy dotarło do mnie, co robię, było już za późno. Już tonąłem w najśliczniejszym pocałunku z Missel, który trwał nawet nie wiem, jak długo...Poczułem, że nie obchodzi mnie w tym momencie już nic- uwagi przyjaciół, ludzi, a także doświadczyłem tego wspaniałego przekonania, że problemy już nie są tak ważne, że liczy się tylko to, co w życiu jest dla człowieka naprawdę najważniejsze...Nie liczyłem się już z tym, że cała szkoła będzie o tym mówiła przez następna dwa tygodnie i że ktoś nas może zobaczyć...No, może z wyjątkiem jednej osoby...
-Wiktor!- krzyknęła osoba z burzą brązowych loków na głowie.
Przerażony, obejrzałem się za siebie. Złe przeczucia mnie nie omyliły- ku nam zmierzała wstrząśnięta Hermiona i Ron, z zaciętą, ale i pełną satysfakcji miną. Dziewczyna podbiegła do mnie, patrząc na Missel z nieukrywaną pogardą we wzroku. W końca rzekła z dziwną u niej złośliwością:
-Och...No tak...Kto by pomyślał...
Po raz pierwszy w życiu poczułem, że jestem na nią wściekły. Ona, nie zważając na moje nieprzychylne spojrzenie, ciągnęła dalej histerycznym głosem:
-A ja myślałam, że jesteśmy przyjaciółmi! Ledwie co z tobą...-urwała nagle, czerwieniąc się gwałtownie.
-Ledwie co ze mną zerwałaś, to chciałaś powiedzieć?- odparłem ironicznym głosem. Przestało mnie już boleć wspomnienie o Hermionie. W tamtej chwili czułem tylko jedno: że mam jej serdecznie dosyć. Dziewczyna zawahała się przez chwilę, po czym rzuciła Ronowi spojrzenie typu: ratuj mnie! Ale on pokiwał tylko z politowaniem głową i rzucił na odchodnym:
-Nie przejmuj się nim, zmienia sobie dziewczyny jak rękawiczki...
Ogarnęło mną oburzenie. I kto to mówi! Zabolało mnie mimo wszystko to, w jaki sposób Hermiona patrzyła na Missel, a także jak zareagowała na to, że wreszcie buduję sobie moje życie do nowa.
-W takim razie chyba się pożegnamy, Wiktorze!- rzekła histerycznie dawniej najbliższa mi osoba i pociągnęła Rona za rękaw, dając mu gestem znak, że ma zamiar już stąd odejść.
Wtedy Missel spojrzała na mnie z dziwną u niej złością.
-Nie mówiłeś mi nic o NIEJ!- uniosła się gwałtownie, podkreślając pogardliwie ostatnie słowo. Wtedy odparłem lodowato:
-Nie było warto o niej mówić...
Hermiona wstrzymała oddech i wycedziła lodowato:
-W takim razie ONA już sobie pójdzie, a szanowny pan Krum może sobie dalej całować swoją dziewczynę...Która to już w tym miesiącu?
W tym momencie coś we mnie pękło.
-Doprawdy, dziwię ci się, Ron- rzekłem zjadliwie-że wytrzymałeś z nią całe dwa miesiące!
Hermiona wyniośle odparła na to piskliwym tonem:
-Żegnaj, Wiktor!
Wtedy nie wytrzymałem. Cicho wycedziłem:
-To była strasznie dramatyczna chwila...
Kiedy obydwoje odeszli, Hermiona oburzona, a Ron rzucający mi mściwe spojrzenia, zerknąłem na Missel. W jej oczach tliły się łzy. Spytałem jej przerażony, co się stało. Ona odparła na to, unosząc dumnie głowę:
-Nie powiedziałeś mi o tym, że zerwała z tobą dziewczyna! A ja... ja ci wierzyłam! Okazuje się, że byłam tylko laleczką do zapomnienia o byłej!
Szlochając, pobiegła przed siebie. Wołając ją, ruszyłem za nią. Próbowałem jej tłumaczyć, że to wszystko nie jest tak, ale ona nawet mnie nie słuchała. Kiedy straciłem ją z oczu, dałem sobie spokój. Kolejny raz straciłem jedną z najbliższych mi osób. Stanąłem samotnie i zastanawiałem się, jak to w ciągu dziesięciu minut może zawalić się człowiekowi cały świat.
Parvati... no, to było dopiero coś. Przeszłaś samą siebie, o oczekiwaniach mych nie wspomnę. Od pierwszej chwili poczułam magię notki i miałam nadzieję, że tak będzie do końca - nie zawiodłam się. Wspaniały, barwny, realistyczny opis sytuacji, poczułam się, jakbym to ja wracała z Bagdolu do zamku i to było NIEPRAWDOPODOBNE UCZUCIE. Fantastycznie dozowałaś napięcie, doskonały dialog z Hermioną, zakończenie smutne, ale wiedziałam, że tak musi być. Pochwalę Cię też za najpiękniejszy opis pocałunku, jaki czytałam dotąd. Przepięknie opisane i sprawiło, że poczułam taką straszną, rozdzierającą tęsknotę....też chcę takiego pocieszyciela! Boże... wzruszyłam się... Parvati,dziękuję za tak doskonałą, wzruszającą, plastyczną notkę. Poza jednym 'w ciąż' <piszemy łącznie> i powtórzeniem słowa 'chwila' nie znalazłam żadnego błędu. Czytało się cudownie. Cudownie piszesz. Parvati, to jest zdecydowanie najlepsza Twoja notka i najlepsza notka w tym miesiącu w jakimkolwiekm pamiętniku. Wybitny, i jeszcze więcej. P.S. U Dracona nowy wpis.
A ja chciałabym jeszcze dodać, że to wspaniały kawałek prozy, pełnej emocji i że chciałabym czytać takie pamiętniki np. postaci historycznych. Gdyby wszyscy pisali, jak Ty, mielibyśmy samych noblistów w literaturze :] Parvati, idealnie wczuwasz się w Wiktora, a to oznaczy, że jesteś idealną pamiętnikarką, bez 2 zdań. Ściskam Cię mocno i dziękuję za komentarz u Marty Pears :*
Parvati Patil Środa, 29 Października, 2008, 21:40
Dziękuję Wam serdecznie, dziewczyny Marto, wzruszyłam się, czytając Twój komentarz...Naprawdę dziękuję... Do Dracona zajrzę jutro, obiecuję
Margot, jest mi niezmiernie miło Dziękuję...
Rovena Czwartek, 30 Października, 2008, 00:03
Ojj... ^^
Z pazurem jak lubię
Dialog z Hermionką świetny (szczególnie pochwalam zachowanie tak charakterystycznej dla niej powagi, dramaturgi, wyniosłości ( Żegnaj Wiktorze!! )) Ale przyznam, że najbardziej rozwalił mnie ten pierwszak haha
Aaa i Missel w końcu pokazała jakieś emocje, które można nazwać
Cieszę się, że Ci się podobało, Roveno
pozdrawiam Was serdecznie,
Parvati:*
Madeleine Czwartek, 30 Października, 2008, 15:43
no dobra. gdzie ja jestem? yyh... w domu.
realistyczne opisy i uczucia Wiktora. naprawdę poczułam się jakbym tam była, jakbym szła koło nich. super piszesz.
dzięki za komentarz u mnie.
czekam na następną notkę.
pozdrawiam.
Jejku, Parvati, przeszłaś samą siebie!
Jesteś mistrzynią realistycznych, romantycznych opisów, masz dar przenoszenia w zupełnie inny, magiczny świat!
To, co napisałaś, było cudowne.
Uczucia tak starannie przekazane, emocje można było samemu odczuć! Sama się dziwię, jak wzruszył mnie opis pocałunku, tak był piękny.
Mistrzowska nota.
Pozdrowienia!;*
Medeleine, miło mi, że tak uważasz Dzięki!
Ann, dziękuję! Nawet nie wiesz, jak bardzo cieszę się, czytając Twój komentarz.
Naprawdę, dziewczyny, wielkie dzięki!:
Buziaki!
Ann-Britt Niedziela, 02 Listopada, 2008, 11:31
Parvati, bardzo serdecznie gratuluję 2. miejsca!!!
Ach, Ann szpanuje, tym że prowadzi pam. Romildy xD. I do dobrze, kochana, bo masz czym .
Parvati, słońce Ty moje (co ja dzisiaj taka miła jestem :P), było naprawdę dobrze. I dialogi, i opisy, a nawet refleksje, mnie zachwyciły, ale... no właśnie, ale zawsze musi być xD. Skąd się tam do jasnej, ciasnej (zastanawiało Was czasem, dlaczego tak się mówi? Co ma jasne do ciasnego, oprócz rymu? xD) wzięła się tam Hermiona z Ronem? Trwał rok szkolny, tak? Nie rozumiem, czyżby święta trójca, bez Harry`ego, poszła na wagary? Po za tym, reakcje średnio mi pasują, do inteligentnej i sympatycznej Hermiony, ona owszem histeryzuje, ale zazwyczaj chce, żeby jej przyjaciołom dobrze się wiodło. To dla mnie takie merytoryczne niejasności. Ale naturalnie, było świetnie, tylko ja się oczywiście, muszę do czegoś przyczepić :P. Popracuj tylko nad akcją, żeby była bardziej realistyczna, prawdopodobna.
Pozdrawiam i przepraszam, za komentarz napisany pod wpływem naszej, słynnej głupawki xD.
Arwena E. B. Czwartek, 06 Listopada, 2008, 18:52
Jak wszyscy, to ja też xD: zapraszam do Lily i Belli, nowe notki :P.
Parvati Patil Czwartek, 06 Listopada, 2008, 20:31
Arwenuś, popracuję, popracuję Dzięki za zwrócenie uwagi na błędu, rzeczywiście nie pomyślałam A tak nawiasem mówiąc, Ann nie szpanuje, sama prosiłam ją o informowanie mnie o notkach Do Ciebie oczywiście zajrzę, jak tylko będę miała wolną chwilkę
Buziaki!
Parvati:*