Startuj z namiNapisz do nasDodaj do ulubionych
   
 

Pamiętnikiem opiekuje się Tośka Czarodziejka
Do 20 lipca 2008 roku pamiętnikiem opiekowała się Jennifer Black
Do stycznia 2008 pamiętnik prowadziłą Shinny Special

  11. SuperPotter i potwory z Howartu rodem
Dodał Syriusz Black Sobota, 21 Lutego, 2009, 22:58

Na wszelki wypadek postanowi�em jednak op�ni� swoj� wizyt� w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. Jak ja to powiedzia�em, jakby mnie tam kto� oczekiwa�… Na pewno… Zw�aszcza Glizdogon, nie mo�e si� doczeka�, kiedy zobaczy swojego dawnego drucha, kt�ry sk�ada mu niezapowiedzian� wizyt�, tylko po to by u�ciska� go bardzo mocno, najbardziej przyjacielskim gestem na jaki mnie sta�... zacisn� swoj� r�k� na jego t�ustej szyi, a potem �cisn� j� drug�, by upewni� si�, �e m�j u�cisk jest na tyle mocny, ze mia�d�y mu tchawic�… Nie wzi��em jednak pod uwag�, tego, �e ta o�lizg�a kreatura, b�dzie kry�a si� przede mn�… na pewno ju� wie, �e opu�ci�em swoje ostatnie miejsce pobytu… c� Dementorzy nie byli zbyt towarzyscy…
Siedzia�em w ciemnej celi, s�ychac by�o szum wody, jaki wygrywa�ey zimne ae jeziora, uderzaj�ce o stare mury wi�zienia Azkabanu… Ka�dego dnia ten w�a�nie szum przypomina� mi o wolno�ci, kt�ra utraci�em… A wraz z tym przychodzi�o mi do g�owy pytanie: „Co utraci�e� wraz z t� wolno�ci�?” Odpowied� by�a bardzo prosta: Wszystko…
W dniu kiedy po raz pierwszy przekroczy�em pr�g twierdzy Azkaban poczu�em, jak ca�a moja przysz�o�� opuszcza�a mnie bezpowrotnie… Moje �ycie zatrzyma�o si� w tym momencie, cho� na moim ciele by�o wida� znaki czasu, mo�e nawet wi�kszego ni� up�yn�� w rzeczywisto�ci… Nie tak to mia�o wszystko wygl�da�…
Co� jednak trzyma�o mnie zawsze przy zdrowych zmys�ach… Ja wiedzia�em, �e to za co mnie tutaj wsadzili, nie by�o moj� zbrodni�… Chocia� zawsze czu�em si� winny… �a�owa�em, �e mia�em ten durny pomys�… Wtedy mi si� wydawa� genialny…. Ale sk�d ja mog�em wiedzie�? Gdybym tylko wiedzia�…

Czterech nastolatk�w siedzia�o nad jeziorem na b�onach Hogwartu… Ciep�y letni wiatr pl�ta� si� w moich p�d�ugich w�osach, ten sam powiew wiatru czochra� i tak ju� rozwichrzone w�osy Jamesa, kt�ry to siedzia� i patrzy� rozanielonym wzrokiem w kierunku pomostu… A czemu tam tak patrzyl? Nie zdziwi nikogo chyba odpowied�, ze tam w�a�nie siedzia�a Lilly Evans, kt�ra z ksi��k� na kolanach moczy�a nogi w ciep�ej wodzie…
-Co tak si� gapisz na t� rud� szlam�?- uderzy�em kumpla w plecy, �miej�c si�.
-A co ja innego mog�?-odpowiedzia�. Nie wrzasn�� na mnie, �e tak o niej powiedzia�em. Doskonale wiedzia�, �e nie traktuje ludzi po pochodzeniu, a to by� tylko �art.- Sam wiesz, �e mnie nie chce…
-przesadzasz.-Stara�em si� go pocieszy�, tak jak zawsze, bezskutecznie, bo Lilly nie chcia�a mie� nic wsp�lnego z tym „b�cwa�em” i wola�aby „je�� wiadro �limak�w ni� p�j�� z Potterem na randk�” o tak, takie przyjazne teksty rzuca�a na jego widok. Fakt, �e James �le zabiera� si� do tego podrywu… On nigdy nie umia� podrywa� nie to co ja…- we� si� postaraj!
-Stara�em! Nie raz i nie dwa…A� w ko�cu doszed�em do pewnego wniosku.
-Do jakiego wniosku mog�e� doj�� ty ba�wanie?- Lunatyk, kt�ry w�a�nie wyszed� z wody usiad� obok nas.
-Tyle mojego co sobie popatrz�…
Obydwaj wybuchn�li�my �miechem… To by�o nieprawdopodobne… James Potter si� poddawa�. Nie omieszkali�my wjecha� mu na ambicje. Zacz�li�my si� pod�piewywa� z niego i soli� z�o�liwe teksty, o tak ja i Remus, potrafili�my manipulowa� ambicjami Jamesa, kiedy trzeba by�o go zmotywowa� do dzia�ania.
-Jeste� zbyt ma�o m�ski.- powiedzia� wreszcie Lupin.
-Co?- James by� zdziwiony, bo przecie�, by� drugim, bo zaraz po mnie, chodz�cym obliczem seksu.
-Oczywi�cie. Nie wiesz, �e Evans jest raczej wymagaj�ca?
-Co rozumiesz przez wymagaj�ca?
-Oj Roga�, ona nie poleci na takiego pr꿱cego si� mato�a, kt�ry to my�li „Jaki to ja jestem cudowny, �adna mi si� nie opsze”…
-Ej! Ja tak wcale nie my�l�!
-No w�a�nie, �e nie! Ty my�lisz: „�adna mi si� nie opsze, Evans jest wyj�tkiem, kt�ry potwierdza t� regu��…”
-A chcia� by� obali� ten wyj�tek, co nie?
-G�upie pytanie…
-Musisz wyj�� na superbohatera…
-Co? – ulubione dzi� zadanie Pottera, wci�� je powtarza.
-Wiesz, ona pochodzi z mugolskiej rodziny…
-I co z tego?- zmieni� repertuar…
-To na pewno zna te wszystkie supermany, Spidermany czy batmany…
-Wiesz Batmana to szukaj w Slytherinie. Snape si� nazywa… - ten �art to si� Petigrewowi uda�. �miali�my si� dobre 10 minut.
James jednak musia� dociec sk�d Remus zna si� na tych wszystkich mugolskich komiksach.
-Sk�d ty o tym wiesz? Ze tacy istnieja?
-Sam mi kupi�e� m�ocie je na urodziny dwa lata temu…
- a no prawda…
Teraz trzeba by�o tylko opracowa� plan. Fakt, �e by� okrutny…
Zoorganizowali�my si� do�� szybko. Fakt, �e byli�my wybitnie zdolni z transmutacji, nam to u�atwi�…
-Jak ja wygl�dam?- spojrza�em na sw�j kostium… Ja nie wiem co ja na sobie mia�em? Mia�em by� jak�� okropn� kreatur�, ryb� czy co?
-super, do twojej roli idealnie…
-Wiesz, �e robi� to tylko dla ciebie.- poklep�em Jamesa po ramieniu.- nie spiepsz tego!
Rogaty nic nie odpowiedzia�. Wiedzia�em jednak co pomy�la�: „postaram si�”.
Wskoczy�em do wody. Peter i Remus przebrani za jakie� stwory mieli j� przestraszy�. Evans nie wiedzia�a co si� dzieje te dwa debile wbieg�y na pomost i zacz�y j� straszy�, odwracaj�c w ten spos�b jej uwag� kiedy to ja poci�gn��em j� zgrabnym ruchem do wody. Teraz to do akcji wkroczy� SuperPotter… Wiatr wia� mu prosto w twarz, ale ten… dzielnie bieg� na ratunek ukochanej… wyci�gn�� j� z wody ok�adaj�c pi�ciami zbir�w w przebraniach potwor�w… Znaczy si� nas…
Ba�ka mydlana jednak prys�a kiedy Lilly sta�a ju� bezpiecznie na pomo�cie, ca�a mokra i jeszcze bardziej w�ciek�a kiedy okaza�o si�, �e pad�a ofiar�…
-Ofiar� twoich durnych gierek, Potter? Co ja ci u licha zrobi�am, co? My�lisz, �e fajny jeste�? �e wszyscy jeste�cie?- nie wiem ja ona to zrobi�a, bo jak tylko si� na nas wydar�a wepchn�a ka�dego z nas do wody… Temperamentna dziewczyna… A Jamesa jeszcze z furi� ob�o�y�a ksi��k�. Potem jednak jakby z�agodnia�a… Po�o�y�a d�onie na jego piersiach… Mieli�my ju� wra�enie, �e zaraz go poca�uje… bo zbli�y�a si� do niego, tak �e czu� zapach jej cia�a i … szepn�a mu do ucha:
-Ciekawe kto ciebie uratuje superbohaterze…
A potem popchn�a go z czyst� premedytacj� do wody…
Potter si� tego nie spodziewa�, bo ma�o nam si� nie utopi�, Luniek zd��y� go poci�gn�� do g�ry, bo ten ju� krztusi� si� wod�… to mu jedak nie przeszkadza�o by odkrztuszaj�c wod� krzykn�� za rud�;
-I tak by�o warto, Evans!

[ 1527 komentarze ]


 
10, Placek z jagodami
Dodał Syriusz Black Sobota, 14 Lutego, 2009, 00:01

Wiem, �e notki dawno, nie by�o i �e ta kr�ciutka notka nie zaspokoi waszych ambicji... ja wiem... dlatego ju� dzi� zapraszam was na kolejn� -SupperPotter i potwory z piek�a rodem Gwarantuj� w niej mn�stwo huncwockiego humoru, z reszt� ju� sam tytu� o tym m�wi. Dodam j� za tydzie� :) Jest ju� napisana i le�akuje na kompie...
Wiem, �e rzadko pisz�, ale uwierzcie mi, �e nie zawsze mog�... nie chce pisa� przez si�� i kosztem tego co wa�niejsze... Mam nadziej�, �e mnie nie zostwicie... i nadal, �adnie, ale jednak... notki b�d� mia�y swoj� publiczno��.
Pozdrwiam serdecznie
Aurora




Moim oczom ukaza�o si� smakowite ciasto, kt�ra ch�odzi�o si� na parapecie otwartego okna. Czarny pies, kt�ry jeszcze przed chwil� szed� drog�, ci�gn�c leniwie �ap� za �ap�, zatrzyma� si�, a widz�c ciasto obliza� si�. Zboczy� wi�c maj�c ochot� je zawin�� i chocia� odrobin� uciszy� oratorium wygrywane przez jego kiszki. Zaczai� si� pod oknem i obserwuj�c sytuacj�, to znaczy czeka� a� kobieta wyjdzie z kuchni, maj�c nadziej�, ze nie sprz�tnie wcze�niej ciasta, ale ona nie mia�a zamiaru wyj��…Trzeba by�o wi�c odci�gn�� j�…
Przeszed�em wi�c wok� domu… W ogrodzie za budynkiem sta�a wielka donica, na do�� ma�o stabilnym stoliku. Naskoczy�em na ni� i tak jak chcia�em, przewr�ci�a si� robi�c wielki ha�as i rozsypuj�c si� o cement w kawa�ki, kiedy rozp�dzony czarny pies skoczy� na ni� uderzaj�c masywnymi przednimi �apami. Kobieta jak oparzona rzuci�a wszystko, czymkolwiek zajmowa�a si� w kuchni i wybieg�a na dw�r. To by�a moja szansa, kt�r� z reszt� sam spowodowa�em…
Parapet jednak by� za wysoko, czarny futrzak skaka� nie mog� zrzuci� talerza z ciastem. Rapsodia w jego brzuchu by�a przera�liwa…
-Niech to!- powiedzia�em w duchu, zmieni�em si� w cz�owieka zdj��em sobie z parapetu talerz i zacz��em wpycha� do ust wielkie kawa�ki gor�cego ciasta,kt�re to raz po raz parzy�o mnie w palce. By�em jednak tak g�odny, �e nie robi�o to na mnie wra�enia, my�la�em tylko o tym by szybko uciszy� przera�liwe burczenie w moim brzuchu, kiedy z mojego transu wyrwa� mnie przera�liwy wrzask…
Spojrza�em w jego kierunku… Ta kobieta… Ona patrzy�a teraz na mnie przera�ona.
Jej wielkie niebieskie t�cz�wki okala�y zw�one �renice, dr�a�a. Wida� by�o, ze by�a straszliwie przera�ona i ja zamar�em…
-spokojnie, nic pani nie zrobi�… jestem tylko g�odny…- w sumie to nie wiem po co si� t�umaczy�em, bo powinienem od razu wzi�� nogi za pas i wia�, gdzie pieprz ro�nie, po kilku sekundach na to wpad�em…
Wskoczy�em w krzaki zacz��em ucieka�, dopiero w g�szczu drzew zmieni�em si� z powrotem w czworonoga. Wiedzia�em, �e musz� w�drowa� dalej, alr teraz musialem zwiewa� jak najdalej z tego miejsca… Kretyn, da�e� si� przyuwa�y� i to jeszcze tak blisko Hogwartu. Przecie� powiadomi� jakie� w�adze! Po tym co te cio�ki naopowiada�y, nie dziwie si�, ze ma�o ducha nie wyzion�a widz�c mnie. Mam tylko nadziej�, ze te kiecuchy z ministerstwa nie domy�l� si�, ze ja zmierzam do Hogwartu…

[ 1169 komentarze ]


 
9.historia lubi si� powtarza�
Dodał Syriusz Black Poniedziałek, 22 Grudnia, 2008, 13:21

Kochani moi,
notka specjalnie dla Was z najserdeczniejszymi zyczeniami bia�ych �wiat, zielonej choinki i kolorowych prezent�w pod ni�. Niech te �wieta b�da dla was ciep�e i rodzinne...
.******************************************************

P�dzi�em do szko�y czu�em jak mi�dzy pasmami sier�ci buszuj� delikatne zawirowania powietrza… Ach, wiatr w sier�ci i wolno�� w p�ucach, kt�ra nap�ywa�a do nozdrzy wraz z ka�dym wdechem… Kiedy to ja ostatni raz czu�em si� tak bosko, tak jak teraz? Nie pami�tam! Pami�tam za to smak wolno�ci, jaki czu�em po tym jak prysn��em z domu.

wielka kuchnia w rezydencji Black�w, by�a kr�lestwem ich domowego skrzata, Stworka, moim zdaniem to by� wyj�tkowo z�o�liwy s�uga rodziny, w oczach swojej pani jednak znajdowa� uznanie, mo�e dlatego, �e by� taki sam jak on? Skrzat przygotowywa� strawy, na imieninowe przyj�cie mojej matki. Go�cie mieli si� zej�� przed wieczorem, ale dwie ulubienice Valburgi Black ju� siedzia�y w salonie popijaj�c herbatke i zajadaj�c si� wczorajszym wypiekiem Stworka. Narcyza, kt�ra ci�gle by�a na diecie przez to �e wprawiana w kompleksy z powodu swojej pulchnej sylwetki od ma�ego ( chocia� tylko jako ma�y berbe� mia�a za du�o, dzi� wygl�da�a raczej jak wieszak na ubrania. Z reszt� moja matka zawsze musia�a mie� si� o co czepiac i to wszytsko to jej sprawka), zjad�a jedynie jeden kawa�ek, ale to bardziej z tego, �e jej ciotka naleg�a ni� z tego, ze mia�a ochot�. Tak, ona zawsze by�a taka, �e gdzie j� postawili tam sta�a, zupe�nie jak m�j brat. Matka mia�a nad Regulusem pe�n� kontrol�, nawet teraz siedzia� jak plastikowa lalka przy stole i przytakiwa� matce. Nie to co Bella, ta czarna suka zawsze mia�a charakter…Silna i bez skrupu��w, z moja rodzicielk� potrafi�y godzinami rozmawia� podniecaj�c si� pot�g� i pochwalaj�c krwawe post�pki Voldemorta. Tak by�o i tego popo�udnia, nie mia�em ochoty s�ucha� ich och�w i ach�w, dlatego siedzia�em na g�rze. Zg�odnia�em jednak i postanowi�em zej�� na d� po co� do jedzenia, �eby doj�� do kuchni musia�em jednak przemierzy� salon, a to ju� by�a gorsza perspektywa…
Przeszed�em przez pomieszczenie w wype�nione kobietami, nie powiem przecie�, ze ta pizda, m�j brat, niestety, to m�czyzna; w milczeniu, ani avada, ani kedara… nic po prostu potraktowa�em je jak powietrze, tyle, �e powietrze nie umie m�wic…
-Syriusz! Mo�e by� si� przywita�?- warkn�a matka.
Podnios�em r�k� w ge�cie powitania i powiedzia�em wyra�aj�cym z jak wielk� rado�ci� je widz�:
-Cze�� dziewczyny!
Narcyza odmacha�a mi z obrzydzeniem jedz�c po okruszku kolejny kawa�ek stworkowego ciasta, a Bellatrix krzywo si� u�miechn�a. Znam j� nie tylko na tyle dobrze by powiedzie�, ze to najwieksza zdzira jak� znam, w ko�cu sp�dzi�a �adnych kilka lat po s�siedzku w celi za swoje zbrodnie w imi� swej niespe�nionej mi�o�ci, ale tak�e wtedy mog�em o niej tak powiedzie�. Przez te wszystkie lata wiele razy przewin�a si� przez ten dom, uwielbia�a sp�dza� tu wakacje, gdzie przesi�ka�a jadem mojej matki. Nawet teraz by�o wida�, ze obok krwi Black�w w jej �y�ach p�ynie te� czysty rodzinny jad… Jej twarz by�a skrzywiona, o tak ju� wiem, �e ma ochot� mi dowali�.
-Mo�e by� usiad� z nami?- powiedzia�a.
-Wybacz, ale nie mam o czym z wami rozmawia�, a nie widz� celu w tym, �eby siedzie� jak plastikowa…
-Syriusz! Kultury do go�ci!- warkn�a na mnie matka.
Ja by�em wtedy g�odny a wiadomo jak kto g�odny to i z�y.
-Co kultury? Nie b�d� tutaj siedzia� i �wieci� jak on-wskaza�em podbrudkiem na Regulusa, nie kryj�c pogardy.- nie mam o czym rozmawia� i nie b�d� udawa� �e jest inaczej!
-Syriusz! W tej chwili..
-Nie! nie zamierzam si� zamkn��! Chce ze mna rozmawia� to b�dzie! Wiesz co o tobie my�l�?- przed chwil� gada�em do matki a teraz zmieni�em adresata swoich s��w z jednej czarnow�osej kobiety przeszed�em wzrokiem na drug� m�odsz�, reszt� pozostawiaj�c obserwatorami.-�e jeste� pod�� suk�,- matka strzeli�a mi w twarz, mia�em pecha sta� obok niej.- To nic nie zmieni, ze mnie uderzy�a�! Nadal mam swoje zdanie i brzydz� si� wami dwiema! Wy nie macie krzty w�asnej godno�ci? I ja mam by� dumny ze jestem Blackiem? W �yciu! Nie b�d� �miercio�erc� nigdy nie b�d� tak jak wy… �cierwem.- gdzie ja zas�ysza�em to s�owo?- Voldemorta. On jest zerem i wy te�!
Bellatrix dopiero teraz obdarzy�a mnie gniewnym spojrzeniem, wcze�niej mia�em wra�enie, �e j� to bawi. Matka z kolei zamar�a, wiele razy si� z ni� k��ci�em o SWK, ale nigdy przy �wiadkach spoza tego domu.
-W tej chwili na g�r�! I nie waz mi si� wychodzi� dop�ki nie przemy�lisz swojego zachowania…
-Mo�esz mnie zamkn�� w pokoju, a prosz� bardzo! To i tak lepsze ni� siedzie� tu ze zwy…
Narcyza zakrztusi�a si� ciastem, tworz�c w ten spos�b niechc�cy zamieszanie, zacz�a si� dusi�, a tamte zacz�y j� ratowa�. Wykorzysta�em to i pobieg�em na g�r�. Nie wiele my�l�c wrzuca�em wszystko co mi przysz�o do g�owy do kufra. Zszed�em z nim na d� i nie zwracaj�c uwagi na wrzaski pod moim adresem wyszed�em sobie z domu, trzaskaj�c solidnie drzwiami…
Dopiero jak uszed�em kilkaset metr�w zacz��em si� zastanawia� dok�d w og�le p�jd�. O tak sam dylemat mam teraz. Historia jednak lubi si� powtarza�. Wtedy ruszy�em do Jamesa, zrobi�em to jako� tak bez zastanowienia. Jego mama cudowna i bardzo go�cinna kobieta, nie wiem jakim cudem, bo podobno Black, ucieszy�a si� szalenie, ze sp�dz� u nich reszte wakacji, nawiasem m�wi�c by�o mi bardzo r�k�, ze jak to ona powiedzia�a nie wypu�ci mnie z domu i ze jak to mi�o, �e James mnie zaprosi�. M�j przyjaciel jednak wtedy si� nie wyda�, ze nawia�em z domu i ze wcale mnie nie zaprasza�.
-Dzi�ki za wszystko, stary. Ratujesz mi �ycie.- szepn��em do niego, kiedy pani Potter, us�yszawszy moje burczenie w �o��dku oddali�a si� do kuchni po co� do jedzenia.


Teraz te� s�ysz� ogromne burczenie, ale teraz nie mam ju� dok�d p�j��. Nie ma ju� mojego najlepszego kumpla, kt�ry by mnie znowu przyj�� pod sw�j dach, nie ma ju� pani Potter, kt�ra wcisn�a by mi obiad. Ich ju� nie ma… Jedyna osoba, kt�ra zawsze mi by�a dobra to Andromeda, ale i z ni� kontakty mi si� popsu�y, to by�a wina matki… z reszt� mo�e gdyby r�nica wieku by�a mniejsza… Kiedy� musz� j� odwiedzi�, ale to jak za�atwi� swoje porachunki…

[ 2299 komentarze ]


 
8. jedyn co mam to wspomnienia
Dodał Syriusz Black Wtorek, 21 Października, 2008, 23:36

Pisz� drugi raz i jestem juz z�a...
przepraszam, �e pisz� rzadko, ale na prawd� nie mam czasu by w��czy� komputer, mo�e to brzmi �miesznie, ale tak jest.
Ta notka, hmm... do szczytu marze� jej daleko, nast�pna bardziej mi si� podoba... Tym b ardziej ze troche trzeba by�o wam na ni� czeka�, przepraszam.
......................
Harry jest ca�y i zdrowy… Jaki jestem szcz�liwy! Nic mu nie jest! Uspokoi�em si�, zarazem nie przestaj�c o niego martwi�… Dok�d m�g� pojecha�? Mam nadziej�, �e w bezpieczne miejsce… Mia� r�d�k� i kufer, nied�ugo trafi do Hogwartu… Ca�e szcz�cie praktykuje magi�… Ciekawe czy wie… ciekawe czy ktokolwiek u o mnie powiedzia�? Szed�em do przody podskakuj�c, postanowi�em uda� si� na p�noc. Nie mog� drugi raz zaryzykowa�, teraz musz� w�drowa� jako pies. Wci�� mia�em przed oczyma Harry’ego na kt�rego pada�o �wiat�o z jego r�d�ki. Ale jaki on jest podobny do Jamesa… ciekaw jestem czy jest r�wnie niepokorny…

Szkolnym korytarzem bieg�o dw�ch ciemnow�osych ch�opak�w. Obydwaj wysocy z potargan� fryzur�, a jedyne co ich odr�nia�o w tym p�mroku z daleka, to okulary na nosie tego z prawej.
-James! Tutaj!
Poci�gna�em go i obaj wle�li�my za gobelin mi�dzy zbrojami. To by�a �wietna skrytka, bo w �cianie by�a wn�ka.
Chcia�o nam si� �mia�, ale jednocze�nie nie mogli�my z�apa� oddechu. Na korytarzu by�o s�ycha� ci�kie kroki. To by� Filch:
-Dorw� was! Wiem, �e tu gdzie� jeste�cie!
Jego chrapliwy g�os unosi� si� echem po pustym korytarzu. Kiedy zad�wi�cza�a zbroja, oboje zamarli�my, nie mo�e nas znale��, tyle razy si� tutaj chowali�my… nigdy nas nie znalaz�, nie wiedzia�, ze tutaj jest ta wn�ka. Jeste�my ugotowani, jak on nas zapie to w �yciu nie wyjdziemy ze szlabanu. Jak b�dzie nam kaza� sprz�ta� ten ca�y ba�agan…
My to mamy pomys�y… rozrzucili�my z Jamesem po ca�ym pi�trze torebki z zielon� mazia, kt�ra przyci�ga�a chochliki, a te to dopiero narobi� ba�aganu…


Teraz siedzia�em sobie pod drzewem, jako psiak, i w uchu �mia�em si� z numer�w jaki odstawiali�my szanownemu Argowi  Ciekawe czy jeszcze urz�duje w szkole… Taki jestem ciekaw co si� zmieni�o w tej szkole… Jestem spokojny o Harry’ego, �e �yje, ale nadal marwi mnie, �e Glizdogon kr�ci si� gdzie� na wolno�ci.
„zabi�, zabi�” „�mier� zdrajcy” tu�a�o mi si� po g�owie. O tak! Jak dorwe drania to rozwal�, nic po nim nie zostanie. Aktor jeden, nigdy nie pos�dza�bym go o taki spryt… Tiara si� chyba pomysli�a powinna go pokierowa� do Slytherinu. W �yciu bym nie pomy�la�, ze to wszystko tak si� sko�czy, byli�my taka zgran� paczk�…

Wiosenny powiew wiatru wpl�tywa� si� w rude loki Lily Evans, kt�ra siedzia�a na b�oniach w towarzystwie swojego ch�opaka Jamesa Pottera i jego najlepszych przyjaci�: Syriusza, Remusa i Petera. G�owa Rogacza spoczywa�a na jej kolanach, ona za� czyta�� ksi��k� podczas gdy ch�opcy wyszukiwali najdziwniejsze chmury.
-A patrz na tamt�!- pokaza�em palcem na jeden z ob�oczk�w.-Wygl�da jak w�ciek�y Flich.
-ta… tylko jest mniej czerwona…-za�mia� si� James.
Remus standardowo pokr�ci� g�owa z politowaniem, zabieraj�c po kryjomu ciastko Peterowi, kt�ry popatrzy� na niego wzrokiem tak gro�nym jakby grozi�, ze go zabije. Lupin te� wiele czyta�, teraz zajmowa� si� kolejn� ksi��k�, czyta� jak�� sag� o czarodziejach. W sumie to troch� dziwne, ale postanowi� chyba zmieni� encyklopedie na troche l�ejsz�. Mam tutaj na my�li wag�, tylko i wy��cznie.
-A ta?
-Widz�, wygl�da jak ten smok z majtek Ashlee Drews.
-to to by�y majtki?
Zawsze si� zastanawia�em co to by�o… to by�o co� du�ego… Nie zapomn� te� Ashlee, kt�ra s�a�a nam obydwu listy mi�osne, a w sz�stej klasie dostali�my od niej nawet komplet bielizny damskiej. My�la�a chyba, ze odwzajemniamy jej uczucia, bo odpisuejmy czasem na listy, chocia� dla nas to by�a kolejna okazja do �art�w... my si� �miali�my, a ona naprawd� si� nakr�ca�a, cieszy�a si�, �e jednak komu� si� podoba, a nie grzeszy�a urod� do tego by�a strasznie gruba. C� jednak dzi� bym powiedzia�, �e by�a bardzo inteligetna, kiedy� jednak �rednio si� na to zwraca�o uwag�…
Takie popo�udnia jak te by�y cz�ste, mogli�my cieszy� si� bezpiecze�stwem jakie w szkole by�o pewne. Tutaj w�adza Lordzie Voldzia nie si�ga�a.


A dzi�? Dzi� z tych chwil zosta�y mi tylko wspomnienia, a i one s� do�� lakoniczne…

[ 1170 komentarze ]


 
7. Privet drive
Dodał Syriusz Black Niedziela, 28 Września, 2008, 16:26

Dzi�kuj� :* za komentarze.
Ta notka dla Margot, Marty G., Ann Britt,hermiony 18, Syrci,magda-leny, Eveline i kochamwc


---*~~~~*~~~~~~*~~~~~~~~~~~*~~~~~~~~~~*~~~~~~~~

Obudzi�em si�. Dlaczego ja na to nie wpad�em! Przecie� po ich �mierci, ma�y trafi� do rodziny Lilki. Mnie go nie powierzyli, s�dz�c, ze jestem odpowiedzialny za ich �mier�, rodzice Jamesa ju� nie �yli, ale z tego co wiem to Evansowie te� nie… Zaraz…. A ta siostra… Zaraz, zaraz, ale ona by�a ca�kiem antymagiczna… �art!
Musia�em to jednak sprawdzi�. Szukaj�c w my�lach jej dawnego adresu, kierowa�em si� w stron� Londynu. Zanim ja tam dojd�…
-Zawsze igra�em z losem.- pomy�la�em.
Wr�ci�em do postaci Syriusza-cz�owieka i teleportowa�em si� na obrze�a Londynu. Ona gdzie� tutaj mieszka�a. Zaraz… niech sobie przypomn�.
PRIVET DRIVE!
Mam nadziej�, �e nie zmieni�a adresu. Znowu jako pies spacerowa�em mi�dzy ulicami. Nie wiedzia�em jednak, kt�ry to by� dom, nigdy tutaj nie by�em. Mija�y godziny, a ja nadal nie znalaz�em jej domu. Zrezygnowany po�o�y�em si� w krzakach, czekaj�c na jaki� znak. Znak, kt�ry wskaza�by mi gdzie szuka�. Ta bezczynno�� mnie dobija�a. Le�a�em jak k�oda, zamiast szuka�! Przez dziur� w krzakach wpatrywa�em si� w ulic�, maj�c nadziej�, jak�e g�upi�, �e Harry sam do mnie przyjdzie.
Jednak nie przychodzi�… My�la�em tempo gdzie mog� go szuka�, ale ci�ko mi to sz�o, by�o tak upalnie… Promienie s�o�ca pali�y moj� czarn� sier��. Krzaki dawa�y co prawda ch��d, ale gor�ce powietrze nadal mnie uderza�o. By�em spragniony… Nie mog�em my�le�!
Wylaz�em z krzak�w spogl�daj�c w kierunku jednego z dom�w po drugiej stronie ulicy gdzie niewysoki rudzielec podlewa� szlaufem trawnik przed swoim domem. Wyczeka�em moment kiedy wszed�, zawo�any przez c�rk�, do domu. Wreszcie mog�em si� napi�.
Podbieg�em zatem szybko do w�a ogrodowego, szybkimi ruchami j�zyka pi�em wod�. Facet jak tylko wyszed� z budynku zacz�� wrzeszcze�, to ja da�em nog�,
Chc�c mnie po�pieszy� skierowa� w moim kierunku strumie� wody, nie wiedz�c, �e wi�kszej frajdy w ten upa� nie m�g� mi uczyni�. Wr�ci�em w krzaki, ale kiedy przebiega�em przez ulic� omal nie wpad�em pod samoch�d, kt�ry chwil� potem znikn�� za zakr�tem.
Wcze�niej jednak prosiakowaty facet, kt�ry go prowadzi� wyda� straszny d�wi�k, kt�ry zapewne mia� by� tr�bieniem…

�ciemnia�o si�… Harry musi tu gdzie� by�! Mam takie przeczucie.
-Ej, wy tam mogli by�cie pom�c mi go spotka�!
Pomy�la�em sobie, ale nic si� nie dzia�o… w ko�cu zapad�a noc…
Us�ysza�em stukot, wyra�nie towarzyszy� szybki krokom i to w�druj�ce �wiate�ko, kt�re widzia�em spomi�dzy ga��zi… Zaci�gn��em powietrze…. Znam ten zapach… jako pies mia�em bardzo wyczulony w�ch. Wy�oni�em si� g�stwiny parku i moim oczom ukaza� si� ch�opiec….
Serce zabi�o mi mocniej… Ci�gn�� ze sob� kufer i klatk� z sow�, a w r�ku mia�… W r�ku trzyma� r�d�k�. �wiat�o z niej pada�o mu na twarz i mog�em wyra�nie zobaczy� okr�g�e okulary na nosie i roztrzepan� fryzur�… Ca�kiem jak…. Roga�.
Chcia�em rzuci� si� na niego z rado�ci i liza� jak to psy maj� w zwyczaju. By�em tak szcz�liwy!!! Odnalaz�em mojego syna! Mojego chrze�niaka!
Zanim jednak zd��y�em to zrobi�, zauwa�y� mnie i cofn�� si�, przewracaj�c. Zawaha�em si�, najwyra�niej si� mnie wystraszy�. Chcia�em podej�� do niego.. ale nie wiedzia�em ju� czy powinienem… Zanim jednak odwa�y�em si� postawi� kolejny krok nadjecha� B��dny Rycerz. Zabieraj�c mi ch�opaka z pola widzenia…. Odszed�em.

[ 5643 komentarze ]


 
6. Tato
Dodał Syriusz Black Środa, 17 Września, 2008, 17:07

Kochane moje, dzi�kuj� za wszystkie komcie :D
Hermiono, dzi�kuj� i w razie potrzeby wiem, ze mog� na ciebie liczyc, to mi�e,
Kochane moje jak w tej notce zobaczycie jakie� liter�wki to nie wiem... bo word podkre�li� mi tylko s�owa: maluszek, pluszaka i jakie� jeszcze dwa. Co do interpunkcji, mam swoja, ju�to wielokrotnie m�wi�a,
pozdrawiam serdecznie i mam nadziej�, �e b�dzie sie podoba�, kolejna notka pt. "Privet drive", notk� b�d� te� d�u�sze, obiecuj�.
buziaki :***

Zasta� mnie mrok. Dlatego postanowi�em skorzysta� z okazji, ze nie mog� brnac przed siebie i si� zdrzemn��. Po�o�y�em si� pod drzewem, zwin��em w k��bek. Nawet nie wiem kiedy, ale moje powieki si� zros�y…
Szed�em chodnikiem, pchaj�c przed sob� w�zek. Obok mnie st�pa�a m�oda dziewczyna. Prowadzi�em j� pod r�k�, a ona stuka�a swoimi niewysokimi obcasami, jakby gra�a na jakim� b�bnie.
-To tutaj!
Zatrzyma�a nas, wskazuj�c r�k� na pi�trowy domek , po naszej prawej.
-Dzi�kuj�, �e znalaz�e� dla nas czas.
-nie masz za co. Wiesz, �e dla mnie to by�a przyjemno��.
Lily u�miechn�a si� szeroko przeczesuj� burz� swoich rudych lok�w. Spojrza�a na mnie, a potem kucn�a ko�o swojego synka, kt�ry w�a�nie wyrzuci� z w�zka pluszaka.
- Wiem, ale ty masz swoje �ycie…
-Lily…
Kucn��em obok niej schylaj�c si� po drug� zabawk�, kt�r� ma�y psotnik Harry wyrzuci� z w�zka, zdenerwowany faktem, �e mamusia zainteresowa�a si� wujkiem, zamiast s�ucha� jak on weso�o gaworzy do misia.
-Lily, moje �ycie… wiesz dobrze, �e go nie mam.
-Prosz� ci�…
-Na razie zale�y mi na tym, by zapewni� temu �obuzowi bezpiecze�stwo.
Poda�em ma�emu zabawk�, wymachuj�c mu ni� najpierw przed nosem. Ma�y za�mia� si� z rado�ci, �e znowu jest w centrum uwagi. Lily spojrza�a na niego, wtedy oczy jej si� za�mia�y. Zaraz potem poda�em jej r�k� i oboje si� podnie�li�my.
-Nie wiem co bym zrobi�a, gdyby jemu si� co� sta�o…
-Ja te� nie.
Popchn��em w�zek o par� krok�w do przodu, w kierunku domu, na kt�ry wskaza�a przed chwil�. Zastopowa�em go przy �cie�ce prowadz�cej ku drzwiom.
-to ja b�d� lecia�…
-nie wejdziesz na herbat�? Mama na pewno si� ucieszy…
-Twoja mama mo�e i tak, ale na pewno nie twoja siostra.
-Siostra? Przecie�….
Patrzy�a na mnie ze zdziwieniem o czym ja m�wi�. A ja sta�em z r�koma w kieszeni i pokaza�em dyskretnie na taras, w kt�rego kierunku odwr�ci�a teraz g�ow�, siedzia�a tam jej mama, a obok niej jasnow�osa m�oda kobieta. Siedzia�a sztywno i popija�a z fili�anki tak by nie spojrze� w moim kierunku.
-Sama widzisz…
-Syriusz…
Ucie�a zanim zd��y�em cokolwiek powiedzie�. Znowu kucn��em ko�o chrze�niaka.
-Wujek b�dzie ucieka�.
-teee
Ma�y odpowiada� mi jak umia�. Z�apa�em go za r�czk� i zrobi�em z nim „cze��”.
-Cze��.
-ceeess
-By�by� wspania�ym ojcem.
Lilka patrzy�a na nas z g�ry jak na �liczny malowany obrazek. Zak��ci�em jednak ten widok podnosz�c si�.
-Co z tego, skoro nie mam matki dla takiego szkraba…
-To jej poszukaj.
-Mo�e kiedy�…
Zby�em j� i spojrza�em na ch�opca, kt�ry siedzia� w spacerowym w�zeczku. By�oby fanie us�ysze� kiedy� „tato”. Co prawda us�ysza�em to kiedy� od Harry’ego, kt�ry tak trzepn�� widz�c znajom� m�sk� twarz. By�o mi wtedy bardzo mi�o, poczu�em u�cisk w piersi, a jakbym si� poczu�, gdyby powiedzia� tak maluszek krew z mojej krwi? U�miechn��em si� i zanim odp�yn��em w �wiat iluzji, postanowi�em si� zmy�.
-Przyj�� po was, o kt�rej?
-Nie musisz przychodzi�.
-Nie pozwol�, �eby�cie chodzili sami, a jak was z�api� �miercio�ercy? Sama nie masz szansy was obroni�.
-Nie b�dziemy sami, James ma przyj�� tutaj po pracy.
-To zmienia posta� rzeczy.
Po�egna�em si� z ni�, poca�unkiem w policzek. Zabra�a w�zek i poprowadzi�a go w kierunku tarasu, poczeka�em, a� zniknie pod dachem. Kiedy wzi�a synka na r�ce i on mi pomacha� przesy�aj�c ciep�y u�miech. Odmacha�em i odwr�ciwszy si� na pi�cie skierowa�em si� w kierunku najbli�szego rogu. Pomalowany na ��to domek, pozostawa� coraz bardziej za moimi plecami, a� w ko�cu, nawet gdybym si� odwr�ci�, nie zauwa�y�bym go, bo znikn��em za zakr�tem. Zatrzyma�em si�, dotykaj�c policzek w kt�ry poca�owa�a mnie Ruda znikn��em wywo�uj�c jedynie ciche klikni�cie…

[ 1660 komentarze ]


 
5. Musisz ju� i��, piesku?
Dodał Syriusz Black Niedziela, 07 Września, 2008, 18:28

Oszcz�dz� wam spekulacji, to nie by�a pani Figg, po prostu jaka� tam starsza pani...
Notki b�d� wstawia� mniej wiecej raz na 2 tygonie, mo�e cz�ciej... Postaram si�, ale nad tym pamietnikiem jaka� kl�twa ci��y normalnie...
ALe ja si� nie dam...
Kolejna b�dzie mia�a tytu� "Tato".
Pozdrawiam i dzi�kuj� za komentarze.
Ciesz� si�, �e wam sie podoba


Nabiera�em si�. Siedzia�em w domu staruszki, a ta mnie dogl�da�a. By�a szcz�liwa, ze ma zwierzaka, kt�rym mog�aby si� zaj��. Cieszy�a si� tym bardziej, �e w domu mia�a czujnego psa, kt�ry mia�a nadziej� w por� ostrze�e ja gdyby kr�ci� si� tu jakis uciekinier. Czu�a, �e mo�e by� nara�ona na jego atak, w ko�cu jest samotn�, bezbronn� starsz� kobieta. Nie wiedzia�a, �e nie ma powod�w do obaw, a ten, kt�rego tak si� obawia le�y sobie teraz na ciep�ym pos�aniu w k�cie jej salonu.
Powinienem ruszy� w drog�… Ju� nie jestem s�aby, od�y�em. Nadal jednak mnie szukali. Tutaj by�em bezpieczny, mia�em co je�� i wiedzia�em na bie��co co si� dzieje. S�ucha�em w burcz�cym odbiorniku radiowym jak post�py w poszukiwaniu mnie nie id� do przodu.
�al mi by�o opuszcza� t� biedna kobiet�. Nie mog�em tutaj jednak zosta�. Mia�em cos do zrobienia i to nie by�o byle co…

Podszed�em do staruszki, po�o�y�em pysk na jej kolanach. Jej stara twarz rozweseli�a si�. Od�o�y�a druty na st� i zacz�a g�aska�.
-jeste� g�odny?
Zaskomla�em, pokazuj�c na drzwi.
-chcesz wyj��?
-Tak, ale ju� nie wr�c�.
Chcia�em jej powiedzie�, ale ja ja mia�em to zrobi�. Zaskomla�em jeszcze raz, po�o�y�em �ap� na jej kolanie i skierowa�em po raz kolejny g�ow� w kierunku drzwi. Zrozumia�a.
-chcesz si� pozegna�? Musisz i��.
Pokiwa�em g�ow�, przytakuj�co. Jej Gos mia� cierpk� barw� przepe�nion� b�lem… Podnios�a si� i kucn�a przedemn�. Przytuli�a mocno do piersi. Poczu�em si� wtedy jakby przytula�a mnie kochaj�ca matka, kt�ra wyprawia swojego syna w d�ug� podr�. Moja matka chyba nigdy mnie tak nie przytula�a, by�a zawsze taka osch�a. Pami�tam za to doskonale jej krzyki, wulgaryzmy pod moim adresem, pretensje, ze jestem wyrodny i niegodzien swojego nazwiska. Nie potrafi�a okazywa� mi�o�ci, mo�e nigdy go nie zna�a… Nie mog�a znie��, ze nie jestem zwolennikiem Voldemorta… Chcia�a na si�� przeci�gna� mnie na t� „dobr�” strone, nie mog�c tego wszystkiego znie��, uciek�em z domu. Od tamtej pory jej nie wiedzia�em, ale nie t�skni�…

Starowinka, wysz�a ze mn� przed dom, ruszy�em w stron� lasu. Nie wiedzia�em dok�d zmierzam, ale bieg�em przed siebie…
Odtwarza�em w pami�ci kolejne s�owa, artyku�u, kt�ry by� pod zdj�ciem rodziny ze szczurem. Pod�ym szczurem, kt�ry jest okropnym zdrajc�.
Weasley, tak si� nazywali. Znam to nazwisko, cho� nie bardzo wiem skad, jednak odszukam ich. A potem, zabij� ich szczura.
Wci�� mia�em przed oczami to zdj�cie, odtwarza�em w pami�ci widok zriunowanego domu w Dolinie Godryka, buzi� male�kiego ch�opca z blizn� w kszta�cie b�yskawicy. Musz� go odszuka� i sprawdzi� czy nic mu nie jest. Tylko gdzie on mo�e by�?

[ 894 komentarze ]


 
4. Starowinka...
Dodał Syriusz Black Czwartek, 21 Sierpnia, 2008, 19:26

Kobieta u kt�rej mia�em sw�j k�t by�a bardzo samotna, mieszka�a w pojedynk�, jej dom wype�nia�y tylko najpotrzebniejsze rzeczy, co sprawia�o, �e by� do�� pusty. Po �rodku pokoju sta� okr�g�y niedu�y st�, a przy nim jeden fotel, po drugiej stronie salonu, przy oknie sta�a komoda, a na niej radio, kt�re ca�y czas by�o w��czone, najwyra�niej dotrzymywa�o jej towarzystwa. Nigdzie nie zauwa�y�em zdj��, a to przecie� typowe dla starszych ludzi, w ich domach jest pe�no oprawionych fotografii i album�w ze zdj�ciami, kt�re wspomina�y by szcz�liwe chwile i przypomina�y twarze bliskich. Ona chyba nikogo takiego nie mia�a. By�em jedynym do kt�rego mog�a otworzy� usta, nikt jej nie odwiedza� najwyra�niej s�siedzi jej nie lubili.
Babulinka siedzia�a od samego rana w fotelu, opowiada�a mi o tym jak jej tutaj �le. Troch� mnie nudzi�a swoim narzekaniem, z drugiej jednak strony mi�o by�a s�ysze� czyj� ciep�y g�os zamiast j�k�w cierpi�cych i tych, kt�rzy ju� postradali rozum. Jej g�os by� jak muzyka, s�ucha�em jego d�wi�ku nie zwracaj�c uwagi na s�owa jakie wypowiada�a, w ko�cu zasn��em unikaj�c jej monologu na kilka godzin, a kiedy si� obudzi�em ju� mia�em postawiony pod nos talerz z domowym obiadem. Kiedy to ja jad�em porz�dny obiad? Chyba jeszcze jak �y�a Lily, zawsze kiedy do nich przychodzi�em wk�ada�a mi talerz w�asnor�cznie ugotowanej zupy lub czego� innego co przygotowa�a. Nie zawsze chcia�em je��, ale nie zna�a odmowy, to by�a dziewczyn� z kt�r� si� nie dyskutowa�o, zawsze m�wi�a, �e nie ma kto dla mnie gotowa�, a trzeba od czasu do czasu zje�� co� ciep�ego i zawsze ko�czy�a tym samym zdaniem: „Jedz…
-… bo wygl�dasz mizernie.
Kobieta powiedzia�a to, co s�ysza�em zawsze od Lilki. Czy�by to by� znak, �ebym tutaj zosta�?
- Wida�, �e od dawna nie jad�e� porz�dnego posi�ku. Biedactwo, nie ma kto dla ciebie gotowa�…
Pog�aska�a mnie, przesuwaj�c swoj� ciep�� pomarszczon� d�o� po mojej czarnej, pozbawionej blasku sier�ci. Patrzy�a jak jad�em, oczy jej si� �mia�y wraz z ka�dym po�ykanym przeze mnie k�skiem. Potem posprz�ta�a i znowu usiad�a w fotelu i zaj�a si� dzierganiem serwetek..
Dzieciaki znowu zawy�y przed domem, a po chwili do pokoju przez zamkni�te okno wlecia� kamie�, wybijaj�c szyb�.
Zacz��em szczeka� i warcze�, nie mog�em zareagowa� inaczej, gdybym by� cz�owiekiem to bym ich pogoni� gdzie pieprz ro�nie. Zdenerwowa�em si�, jak mo�na tak si� zachowywa� wobec starszej osoby i to jeszcze tak mi�ej. Doskoczy�em do okna, nie przerywaj�c ujadania na przemian z warczeniem, w ko�cu pokaza�em im z�by, dw�ch ch�opc�w, kt�rzy przed momentem pewni heroicznego czynu jakim by�o wybicie szyby w domu starej dziwaczki, nagle zmi�k�o, przestraszyli si� i uciekli. Nie rozumiem tych dzieci, my te� wykr�cali�my numery w szkole, ale nigdy takie. A mo�e mi si� tak wydaje? Mo�e w tym Azkabanie dementory zabi�y we mnie dusz� ch�opca? A mo�e ja tak zdziwacza�em przez te wszystkie lata?
Wsta�a, wzi�a kamie� z pod�ogi i po�o�y�a go wiklinowej donicy, w k�cie pokoju, mia�a ju� stos takich kamieni. Otar�a �z�, kt�ra pop�yn�a bezd�wi�cznie z policzka i wykr�ci�a numer telefonu do szklarza.
-Wiesz, piesku? Oni mnie nie lubi�…
Opad�a zniech�cona na sw�j fotel, odk�adaj�c s�uchawk� po zako�czonej rozmowie. Podszed�em i poliza�em j� w r�k�. Chcia�em j� pocieszy�, okaza� to, �e ja j� lubi�.
-Dzi�kuj�, �e mnie obroni�e�. Maj� mnie za wied�m�, ale ja ni� nie jestem. Moi rodzice byli co prawda czarodziejami, ale ja nie odziedziczy�am po nich zdolno�ci.
Ona jest char�akiem! To ci masz niespodzianka. Tyle ludzi chodzi po tym �wiecie, a ja musia�em trafi� na tak� magiczn�, cho� nie do ko�ca.
-Ci ludzie niczego nie rozumiej�, nie maj� poj�cia o niczym…
Staruszka chcia�a t�umaczy� mi dalej, ale w tym momencie w radu zabrzmia� d�wi�k, kt�ry kaza� skupi� si� na komunikacie:
-Wiadomo�� z ostatniej chwili!!! Dzi� rano z wi�zienia o szczeg�lnym rygorze uciek� bardzo gro�ny przest�pca Syriusz Black. Podajemy jego rysopis: Wysoki, szczup�y ciemno i d�ugow�osy m�czyzna wiek 40 lat. Jest uzbrojony.
-Ciekawe w co? Chyba we w�asne z�by.- chcia�em powiedzie� sam do siebie, ale wysz�o mi jedynie warczenie do odbiornika.- I mam czubie 33 lata.
Kobieta s�ucha�a, nie spogl�da�em na ni�. S�ucha�em i ja uwa�nie, co mugole maj� o mnie wiedzie�.
- Powtarzam jest niebezpieczny! Przejawia uszczerbki w zdrowiu psychicznym. Gdyby ktokolwiek widzia� tego szalonego m�czyzn� prosimy o kontakt najbli�sz� jednostk� Policji.
Serce zacz�o mi �omota�, szukaj� mnie nie tylko czarodzieje, ale i mugole…
-My�lisz, �e ja g�upia jestem?
Zamar�em czy�by mnie rozpozna�a? Ale jak? Ju� po mnie…
-Nie m�g� debil powiedzie�, �e nawia� z Azkabanu? Podziwiam go, bo dot�d nikt stamt�d nie uciek�. A drugiej strony jaki to mus by� zwyrodnialec, �e tam siedzia�. Przejawia oznaki choroby psychicznej…-To j� wyra�nie rozbawi�o.-Bo jest czarodziejem… Ach te mugole!
Zacz�a mi t�umaczy� co to jest, jakbym nie wiedzia�. Kobieto ja tam sp�dzi�em ostatnie 12 lat. Wiem lepiej ni� ty czym jest Azkaban i dementorzy. Ci�gn�a sw�j wyw�d… W pewnej chwili wstrzyma�a oddech z przera�enia, jakby to wszystko w tym momencie do niej dotar�o. Zakry�a d�o�mi swoj� star� pe�n� zmarszczek twarz. a potem powiedzia�a:
-O mateczko, on mo�e si� gdzie� tutaj kr�ci�, Azkaban, jest na jeziorze... Ja jestem bezbronna…. Dobrze piesku, �e mam chocia� ciebie, b�dziesz mnie chyba broni� przed tym Blackiem?
Szczekn��em ochoczo. Ze strony Blacka nic pani nie grozi. No, przecie� mnie nakarmi�a� i da�a� dach nad g�ow�. Jestem wdzi�czny.

[ 1808 komentarze ]


 
3. Nareszcie suchy l�d...
Dodał Syriusz Black Poniedziałek, 11 Sierpnia, 2008, 21:53

Wynurzy�em si� z wody i otrzepa�em mokr� sier��, rozpryskuj�c krople wody we wszystkich kierunkach. Zimny powiew wiatru, uderza� o mnie mokrego, dr�a�em z zimna. Na dworze by�o jeszcze ciemno, by�em zm�czony, ale nie mog�em si� zatrzyma�. Musia�em oddali� si� mo�liwie jak najdalej zanim si� rozwidni. Wtedy zorientuj� si�, �e mnie nie ma w mojej celi i zaczn� szuka�. Brak mi by�o orientacji czasu. Nie wiedzia�em kt�ra mo�e by� godzina ani ile czasu min�o odk�d prysn��em z Azkabanu. Wydawa�o mi si�, �e jest oko�o trzeciej w nocy, znaczy�o to, �e jeszcze tylko przez dwie godziny b�d� my�leli, �e jestem tam, gdzie ich zdaniem powinienem by�. Wiedzia�em, �e gdy tylko to nast�pi od razu rozpoczn� poszukiwania a im dalej b�d� ty lepiej dla mnie.
Bieg�em ile si� w �apach… a gdy w ko�cu by�em na tyle daleko by wreszcie m�c si� zatrzyma� z trudem z�apa�em oddech. Powinienem co� zje��, �o��dek ju� mi przyr�s� do kr�gos�upa…. Powinienem te� rozejrze� si� za jak�� kryj�wk�… Zregenerowa� si� i rusza� dalej w drog�. Wiedzia�em, �e musz� pozosta� pod swoj� zwierz�c� postaci�. Nikt nie wiedzia�, �e jestem animagiem i to dawa�o mi przewag�. Nie by�em naiwny, wiedzia�em, �e b�d� mnie szuka�. Zdawa�em sobie spraw�, �e kiedy tylko podczas codziennego karmienia oka�e si�, �e mnie nie ma podnios� alarm. W g��bi duszy, kt�ra nadal by�a w jednym kawa�ku mia�em jednak cichutk� nadziej�, �e ministerstwo przymknie oko, wyciszy spraw� nie chc�c rozg�osu i afery, �e nie upilnowali wi�nia. Zdawa�em sobie jednak spraw� z tego, �e maj� mnie za takiego zwyrodnialca, �e nie pozwol� mi tak po prostu opu�ci� po angielsku tej ca�ej maskarady. Wiedzia�em tak�e, �e wszyscy b�d� chcieli depta� po pi�tach Syriusza Blacka, a nikomu nie przejdzie przez my�l by schwyta� czarnego bezpa�skiego psa pod kt�rego postaci� on si� ukrywa…
Uda�o mi si� dotrze� do jakiej� osady ludzkiej, je�li mam szcz�cie to jest to mugolska wioska. Nie zaprasza�a ona swoim widokiem. Niewysokie domki ustawione by�y po obu stronach ulicy, mia�y raczej szare barwy. Ogrody przed domami by�y niewielkie albo w og�le ich nie by�o, nie czyni�o to okolicy zbyt przytuln�. W por�wnaniu jednak z miejscem gdzie pomieszkiwa�em ostatnio mie�cina ta by�a bezkonkurencyjna. Zacz��em spacerowa� po jej ulicach, na pewno znajdzie si� kto�, kto nakarmi biednego pieska. Ludzie maj� s�abo�� do zwierz�t, zw�aszcza do takich, kt�re wygl�daj� na strudzone �yciem. Przeanalizowa�em szybko w swojej pami�ci jak zachowywa� si� pies mojego wuja. Przypomnia�em sobie, �e zawsze gdy by� smutny podkula� ogon, stawia� ci�ko �apy i zawsze mia� opuszczony pysk. Nie musia�em zbyt wiele poprawia� w swoich chodzie, wlok�em �ap� za �ap� niech�tnie, co do ogona, pow�drowa� w d�, a pysk… Pysk mia�em spuszczony, nie by�o niczego w g�rze na czym m�g�bym zawiesi� wzrok.
By�o bardzo wcze�nie, dopiero �wita�o , ulice by�y ca�kiem puste, nikt si� jeszcze po nich nie kr�ci�. Mo�e bym si� tym cieszy�, gdybym nie umiera� z g�odu i wycie�czenia. Resztkami si� dowlok�em si� i po�o�y�em pod drzewem, spod kt�rego by� dobry widok na martw� ulic�. S�ysza�em jak moje flaki graj� mi koncert, ale co mog�em zrobi�, jedyne co mi pozostawa�o to cierpliwie czeka�. Rozgl�da�em si� z nadziej� znalezienia chocia�by jakiego� �mietnika, ale nie by�o nic takiego. Jak pech to pech! Nie produkuj� oni �adnych �mieci? Dziwne.
Po�o�y�em bezradny sw�j pysk na przednich �apach. Jaki jestem g�odny, a jaki zm�czony… jednak nie zasn��em. Wpatrywa�em si� �lepo w ulic� czekaj�c a� kto� w ko�cu zechce w niej stan��. Mia�em nadziej�, �e jak ju� kto� pojawi si� to nie zacznie ucieka� na m�j widok. Dlaczego mieliby ucieka�? Je�li jaka� babcia upatrzy sobie we mnie ponuraka i powie o tym g�o�no to ka�dy b�dzie zwiewa� gdzie pieprz ro�nie, b�d� omija� mnie szeroki �ukiem i to tak, by na mnie tylko nie spojrze�. Mugole s� takie przes�dne, z reszt� du�y czarny pies, zwany ponurakiem tak�e i w�r�d czarodziei nie cieszy si� dobr� s�aw�.
Czas mija�, a ja le�a�em jakby kto� obla� mnie cementem, albo bym oberwa� dr�twot�. Powinienem si� oddala�, ale i tak nie mia�em si�y. Us�ysza�em sk�d� bicie zegara, szuka�em �r�d�a tego d�wi�ku… Dobiega� on z wie�y ko�cielnej. Siedem identycznych uderze� informowa�a mnie, �e w�a�nie wyby�a godzina si�dma. Na pewno ju� wiedz�, �e nawia�em! Za�o�� si�, �e dementorzy sprawdzaj� teraz czy nie ukry�em si� gdzie� w �rodku… my�l�, ze jestem idiot�? W �rodku bym si� zaszy�, a mo�e od razu powinienem wywiesi� karteczk� kiedy przyjmuje i tak dalej.
Na ulicy zacz�li pojawia� si� pierwsi ludzie, postanowi�em podej�� do nich, do swojego i tak ponurego wyrazu dorzuci�em jeszcze uraz stopy, znaczy �apy, ludzie jednak mnie omijali nikt si� nie zatrzyma�. Kiedy podchodzi�em ignorowali albo zbywali. Dopiero p�nym rankiem mi si� poszcz�ci�o… Z domu na przeciw „mojego” drzewa wy�oni�a si� starsza kobieta, posz�a do sklepu a kiedy wraca�a zainteresowa�a si� biednym mn�. Min�a dw�jk� dzieci, kt�re na jej widok rozbieg�y si� do dom�w niemal�e z p�aczem, kiedy tylko na nie spojrza�a. Nie powiedzia�y „dzie� dobry,” a ni nic innego. Kobieta podesz�a do mnie, mia�a siwe w�osy upi�te w kok, jej twarz nosi�a znami� wieku, wygl�da�a na dziwn�, ale nakarmi�a mnie i niemal�e zaci�gn�a to swojego domu. Nie ba�a si� mnie i mimo i� w pierwej chwil wzi�a mnie za ponuraka, to jak wraca�a stwierdzi�a, �e nie mog� nim by�, �e jestem s�odkim du�ym pieskiem. A nawet je�li bym nim by� to i tak j� nic z�ego nie czeka, a �mier� jak� nie by�by z�ym rozwi�zaniem…Wiedzia�em, �e musz� i��, ale z drugiej strony musz� przeczeka�, to b�dzie moja kryj�wka. Podnios�em si� i podrepta�em za staruszk�. Drzwi jej domu zamkn�y si� gdy tylko koniec mojego ogona znikn�� za progiem…

[ 2455 komentarze ]


 
2. Wiatr w sier�ci
Dodał Syriusz Black Poniedziałek, 04 Sierpnia, 2008, 11:34

Dzi�kuj� za ciep�e przyj�cie :) I za mi�e komentarze :) A teraz kolejna notka
...........................


Z niecierpliwo�ci� czeka�em na ostatni promie� zachodz�cego s�o�ca wpadaj�cy do tej paskudnej nory. To by�y moje ostatnie chwile tutaj. Tak� przynajmniej mia�em nadziej�.
Serce ko�ata�o mi lekko z podniecenia. Czu�em si� tak jak kiedy�… To znaczy tak jak przed laty, kiedy to w pewne czerwcowe popo�udnie z Jamesem dawali�my nog� ze szlabanu by i�� na randk�. Um�wili�my si� wtedy z bli�niaczkami, by�y numery… Kochali�my igra� z losem, z nauczycielami i wo�nym. Bawi�o nas to, ta niepewno�� czy nas za�api� czy nie. Nie bali�my si�, nigdy. Byli�my nieustraszeni i na dodatek mieli�my wiecznego farta w tej materii. Z reszt� nie tylko w tej…
Jeszcze nie wy�ciubi�em nawet milimetra swojego nosa z tych zimnych mur�w, a ju� zacz��em cieszy� si� wolno�ci�. Ju� rozmy�la�em o tym gdzie p�jd�, kogo b�d� chcia� zobaczy� i… gdzie b�d� szuka� tej o�lizg�ej gnidy… Ach! Zacisn��em z�by. Dorw� go! A wtedy ju� b�dzie po nim…
J�ki dobiegaj�ce do mych uszu z s�siednich cel w ko�cu umilk�y, by� to znak, �e wszyscy ju� �pi�. By�o ciemno, poniewa� jedynym �wiat�em by�y sk�pe promienie ksi�yca, kt�ry na dzisiejszym niebie przypomina� zaledwie niewielki rogalik.
Ciemne poczwary strzeg�ce wi�ni�w unosi�y si� lekko nad ziemi� patroluj�c korytarze. Marzy�y by kto� wyszed� z za krat… Czasem zastanawia�em si� czy potrafi� marzy� czy one cokolwiek czuj�? Je�li kto� cho� wychyli� g�ow� dla nich r�wnowa�ne ze z�o�eniem na jego ustach poca�unku. By�a to ich najwi�ksz� przyjemno��, tylko dla nich, bo ktokolwiek da� si� skusi� na ten pozornie mi�y gest ko�czy� tragicznie… Zjawa zasysa�a jego dusz�…
Przesz�y mnie ciarki na sam� my�l takiego poca�unku. Nie mog� mnie z�apa�! Nie, nie ostatni raz ca�owa�em si�… O rany! Jaki szmat czasu temu, ale nie dzi�kuj�. Preferuje panie. Je�li ju� mia�bym wybiera� czy si� ca�owa� z… to ju� bym nawet wola�… nie chyba jednak wola�bym tego czarnego bez twarzy ni� tego… Nie, nie b�d� rzyga�!
-Black! Opanuj si�!
Powiedzia�em w my�li sam do siebie. Przymkn��em oczy i wzi��em g��boki oddech. Mia�em wszystko opracowane. Od rana, kiedy spostrzeg�em tego lataj�cego cudaka o niczym innym nie my�la�em tylko nad tym planem. Pozosta�a mi ju� tylko realizacja.
-James, Lilly wspierajcie mnie tam z g�ry! Robi� to by wreszcie was pom�ci� i zrobi� to co powinienem wiele lat temu, zaj�� si� waszym ch�opcem…
Powiedzia�em znowu sam do siebie niemal�e bez g�osu, nikt nie m�g� mnie us�ysze�.
Do dzie�a! Zmieni�em si� w psa, jak dawno tego nie robi�em... Na szcz�cie tego si� nie zapomina! Fantastycznie znowu by�o by� kud�atym czarnym czworonogiem, wolnym od trosk i obowi�zk�w, a� mi si� szczekn�� z rado�ci chcia�o, ale zd��y�em ugry�� si� w ten psi j�zyk.
Przecisn��em si� przez kraty. Jako pies mia�em szans�, bo pod swoj� ludzk� postaci� nigdy bym si� nie zmie�ci�, a po za tym nawet gdybym pr�bowa� od razu bym zosta� zaca�owany. Widzia�em ju� jak taki jeden chuderlaczek pr�bowa�, biedactwo sprzeda� za to dusz�…
Ju� tylko otw�r w murze dzieli� mnie od wolno�ci… St�pa�em po woli do przodu, ka�dy krok stawia�em niepewnie. Nie mog� mnie us�ysze�, nie mog� zobaczy�, nie my�l o niczym... powtarza�em sam do siebie w my�lach.
By�em ju� tak blisko wyj�cia, kiedy sparali�owa� mnie okropny zi�b. Dementor zatrzyma� si� tu� obok mnie, tr�caj�c kawa�kiem tej swojej czarnej szmaty, w kt�r� jest przyodziany. Znowu te wstr�tne dreszcze. Niech sobie ju� st�d spada! Chc� st�d wyj��! Wiem, �e nie sta� d�ugo, ale mi ten moment d�u�y� si� w niesko�czono��, przesta�em nawet oddycha�, tak zapobiegawczo. Przy�pieszy�em na wypadek gdyby mia� pomys� si� wr�ci�, nie wiem sam kiedy to si� sta�o, ale ju� przeciska�em si� przez dziur�. Nie by�a ona zbyt wielka, gdybym nie by� taki wychudzony, ca�kiem mo�liwe, ze bym si� nie zmie�ci�. Uda�o si� jednak moje �apy sta�y ju� na kraw�dzi wysokiej skarpy.
Powiew �wie�ego powietrza nap�yn�� do moich nozdrzy. Nie pami�ta�em ju� jak pachnie �wie�y wiatr, w murach Azkabanu cuchn�o niemi�osiernie. Tutaj wiatr pl�ta� si� w sierci, g�askaj�c j�. Dawa� poczucie swobody...
Spojrza�em w d�, wsz�dzie by�a woda. No, tak wi�zienie jest na wyspie, �adny kawa�ek od l�du. Zapomnia�em o tym.
Nie by�o ani jednej ��dki. My�l �apa, my�l! Roga�, pomocy! Nie dam rady si� teleportowa�, raz, �e mnie wykryj�, a dwa tutaj si� zapewne nie da. Musz� p�yn��, albo wraca�… Nie musia�em ogl�da� si� za siebie, wiedzia�em, �e dobrowolnie nigdy tam nie wr�c�.
Nie mia�em innej opcji. Zrobi�em dwa kroki do ty�u, a potem do przodu, odbi�em si� mocno �apami…
Czarny pies wynurzy� si� spod wody i zacz�� p�yn�� w kierunku l�du. To by�a jego jedyna szansa na ocalenie. Przeprawa przez wod� nie by�a �atwa dla mnie wycie�czonego, ale to co sobie obieca�em nap�dza�o mnie. P�yn��em d�ugo, ale nie mog�em si� podda�, nie teraz…

[ 1603 komentarze ]


1 2 3 »  

| Script by Alex

 





  
Kolonie Harry Potter:
Kolonie Travelkids
  
Konkursy-archiwum

  

ŻONGLER
KSIĘGA HOGWARTU

Nasza strona JK Rowling
Nowości na stronie JKR!

Związek Krytyków ...!
Pamiętnik Miesiąca!
Konkurs ZKP

PAMIĘTNIKI : KANON


Albus Severus Potter
Nowa Księga Huncwotów
Lily i James Potter
Nowa Księga Huncwotów
Pamiętnik W. Kruma!
Pamiętnik R. Lupina!
Pamiętnik N. Tonks!
Elizabeth Rosemond

Pamiętnik Bellatrix Black
Pamiętnik Freda i Georga
Pamiętnik Hannah Abbott
Pamiętnik Harrego!
James Potter Junior!
Pamiętnik Lily Potter!
Pamiętnik Voldemorta
Pamiętnik Malfoy'a!
Lucius Malfoy
Pamiętnik Luny!
Pamiętnik Padmy Patil
Pamiętnik Petunii Ewans!
Pamiętnik Hagrida!
Pamiętnik Romildy Vane
Syriusz Black'a!
Pamiętnik Toma Riddle'a
Pamiętnik Lavender

PAMIĘTNIKI : FIKCJA

Aurora Silverstone
Mary Ann Lupin!
Elizabeth Lastrange
Nowa Julia Darkness!

Joanne Carter (Black)
Pamiętnik Laury Diggory
Pamiętnik Marty Pears
Madeleine Halliwell
Roxanne Weasley
Pamiętnik Wiktorii Fynn
Pamiętnik Dorcas Burska
Natasha Potter
Pamiętnik Jasminy!

INKUBATOR
Alicja Spinnet!
Pamiętnik J. Pottera
Cedrik Diggory
Pamiętnik Sarah Potter
Valerie & Charlotte
Pamiętnik Leiry Sanford
Neville Longbottom
Pamiętnik Fleur
Pamiętnik Cho
Pamiętnik Rona!

Pamiętniki do przejęcia

Pamiętniki archiwalne

  

CIEKAWE DZIAŁY
(Niektóre do przejęcia!)
>>Księgi Magii<<
Bestiarium HP!
Biografie HP!
Madame Malkin
W.E.S.Z.
Wmigurok
OPCM
Artykuły o HP
Chatka Hagrida!
Plotki z kuchni Hogwartu
Lekcje transmutacji
Lekcje: eliksiry
Kącik Cedrica
Nasze Gadżety
Poznaj sw�j HOROSKOP!
Zakon Feniksa


  
Co sądzisz o o zakończeniu sagi?
Rewelacyjne, jestem zachwycony/a!
Dobre, ale bez zachwytu
Średnie, mogłoby być lepsze
Kiepskie, bez wyrazu
Beznadziejne- nie dało się czytać!
  

 
© General Informatics - Wszystkie prawa zastrzeżone
linki