Pamietnik Remusa Lupina! Pamiętnikiem opiekuje się Syrcia Do 20 marca 2009r pamiętnikiem opiekowała się K@si@@@ Do 07.07.08 pamiętnik prowadził Nowicjusz Magii Do grudnia 2007 pamiętnik prowadziłą The Halfblood Princess
Tak, tak! Notka! Padnijcie na twarz przed monitorem xD
Pozwolę sobie zadedykować ten wpis Zielakowi, Doo i Alice.
Cała notka pisana przy słuchaniu "Ciągle pada" i "Ktoś mnie pokochał".
Zostańmy przyjaciółmi - powiedział mi mój własny głos w głowie, kiedy siedziałem na zaklęciach. Była już połowa października. Tak, wiem. Szybko zleciało. Bardzo szybko.
Mogłem odetchnąć. Cudowne uczucie...
Spojrzałem na Blacka, obracając pióro w dłoni. Siedział obok mnie. Jak zwykle, odkąd powiedziałem te dwa słowa: Zostańmy przyjaciółmi.
To jest takie głupie, niezdarne. Ilekroć niepewnie zbliżymy przyjaźnie do siebie swoje dłonie, coś nas od siebie odepchnie. Mój zły dzień, Syriuszowe humorki, pojawienie się Pottera czy zwykła niewiedza. Nie miałem pojęcia jak to zrobić, by się z nim zaprzyjaźnić. Co źle robiłem?... Co my źle robiliśmy?
Staraliśmy spędzać ze sobą czas, rozmawiać. Przecież na tym polega przyjaźń, czyż nie?... Z pierwszym nie było problemu, wystarczyło razem chodzić na śniadanie, siedzieć na lekcjach, jeść obiad, razem pracować na zielarstwie, razem odrabiać prace domowe. Z rozmowami było ciężej. Nie miałem pojęcia, o czym możemy porozmawiać. Zbyt mało o sobie wiemy. Stanowczo.
- Syriusz... - mruknąłem mu do ucha, lekko ryzykując. Flitwick patrzył na nas. Udałem więc, że sięgałem po syriuszowy kałamarz. To nic, że swój miałem w zasadzie przed nosem. Wymówka prosta w razie wpadki - atrament mi się zglucił.
Wychwyciłem spojrzenie Syriusza.
- Co? - wyartkułował bezgłośnie, jako że nauczyciel przechodził obok nas. Machnąłem obojętnie różdżką w stronę szafki, mówiąc niedbałe: Alohomora. Tak, ćwiczyliśmy zaklęcia otwierające. Szafka nie drgnęła. Zignorowałem swe niepowodzenie, przyodziewając szatę obojętności. To nic, że miałem ochotę rzucić ławką w tą durną szafkę.
- Chciałem poga... Nie, nie tak. Chodzi o tą naszą - Zrobiłem cudzysłów z palców. - przyjaźń.
Black zmarszczył czoło, odwracając się do mnie przodem.
- O co chodzi?
Sięgnąłem do torby po żelka Haribo. Trafił mi się malinowy. Ukryłem go szybko w swoich ustach, nie chcąc narażać nieszczęśnika na zdemaskowanie.
- My źle to robimy - powiedziałem cicho, udając, że trenuję prosty ruch nadgarstka. Wycelowanie. - Za bardzo się przykładamy.
- Zauważyłem - mruknął. - Odpuśćmy sobie - powiedział cicho. Spojrzałem na niego, unosząc brwi. Potrząsnął ciemną głową. - Nie całkowicie, oczywiście. Po prostu niech dzieje się, co chce. Mam wrażenie, że obaj się do tego zmuszaliśmy, zmienialiśmy na siłę.
Westchnąłem, kiwając głową.
- Niech to się potoczy po swojemu. Dobra? - zapytałem, tak, dla pewności. Skinął głową, nawet nie próbując wymusić uśmiechu.
- Panie Lupin, niech pan nam zaprezentuje skuteczność zaklęcia Alohomory!
- ...Kto, ja? - zdziwiłem się, niezgrabnie wstając. Usłyszałem parsknięcie Jamesa. Wytknąłem mu język. Lubiłem go, nie powiem, że było inaczej. Taki wiecznie uchachany pajacyk-wesołek, gotów rozwiać wszystkie ponure myśli z głów swych towarzyszy. Bardzo mi pomagał zapomnieć o tym, co stało się w sierpniu. Nieświadomie z pewnością, ale pomagał.
- Tak, pan! - zawołał żwawo mały profesorek, podchodząc do katedry. Wskazał różdżką na tablicę, jej skrzydła odsunęły się od ściany, delikatnie otulając środkową część zielonego masywu, po którym to nauczyciele od wieków mają w zwyczaju bazgrać. - Proszę bardzo. Ruch ręką i formułka!
Skinąłem głową, starając się nic nie powiedzieć. Czułem na sobie krępujące spojrzenia całej klasy. Nie pomagało mi to wcale, a wcale. Miałem ochotę powiedzieć im, żeby przestali się na mnie gapić. Co ja, okaz jakiś w ZOO, czy co?...
Podniosłem lewą rękę z mą różaną różdżką, celując nią w tablicę. Biedna...
- Alohomora!
Tablica opadła z hukiem na podłogę, a ja, oczywiście, zrobiłem się czerwony. Flitwick pokiwał głową.
- Dodatkowe zadanie, panie Lupin.
Kiwnąłem głową, krzywiąc się lekko. Opadłem na swoje miejsce.
***
Siedziałem na błoniach, gapiąc się turkusowe, jesienne niebo. Miałem ochotę poderwać się ze swojego miejsca i z donośnym śmiechem rzucić w wir tańca z opadającymi liścmi, otulony złocistymi promieniami słońca. Sobota... I pierwsza nauka latania. Nie powiem, cieszyłem się. Kiedy już opanuję tę sztukę, będę mógł w powietrzu ścigać wiatr...
Nie miałem w zasadzie żadnych zmartwień. Z mamą regularnie piszę co drugi dzień. Wprawdzie pierwszy raz odezwała się dopiero po dwóch tygodniach rozstania ze mną, ale napisała. Nic jej nie jest. Z tego, co wywnioskowałem z listu, to próbuje stanąć na nogach. I bardzo dobrze, cudownie!
...staram się wrócić do normalnego życia, kochanie. Wiesz pewnie sam, że nie jest to łatwe. Warto próbować. Tata na pewno byłby szczęśliwy, widząc, że dalej cieszysz się dniem, tak, jak do tamtej chwili...
Nie mam pojęcia, co w tych rozmazanych łzami słowach było. Niesamowicie mnie to podniosło na duchu, jakby wbiło mi w lewy pośladek wielką igłę przymocowaną do gigantycznej strzykawki z napisem: "SZCZĘŚCIE". Mam wrażenie, że wszystko się do mnie śmieje, że słońce świeci tylko dla mnie, że wiatr tylko dla mnie snuje się po szkolnych błoniach, delikatnie łaskocząc me zaróżowione jak dawniej policzki.
...Kocham Cię, syneczku...
Łzy spłynęły obficie przy tych słowach.
Odchyliłem głowę w tył, przymykając oczy.
- Mnóstwo słonecznego światła jest na mojej drodze. ZIP-A DEE-DOO-DAH, ZIP-A-DEE.. Drozd na moich ramionach, ZIP-A DEE-DOO-DAH, ZIP-A-DEE... I jeśli to jest prawdziwe, i aktualnie wszystko jest zadowalające! Yeha, yeah, yeah! - Wyrzuciłem w górę zaciśniętą pięść, śmiejąc się samemu do siebie.
- Cześć! - zawołał głos Jamesa. Poderwałem się, odkręcając w jego stronę. Odkrzyknąłem mu to samo. Strasznie chciało mi się śmiać, gdy go tylko widziałem. Chodząca endorfina. Sięgnąłem do kieszeni, po tę w kostkach. Wyjąłem ciemnogranatowe, papierowe opakowanie. Wyciągnąłem je do Jamesa z wymownym zapytaniem na twarzy. Skinął głową. Po chwili oboje żuliśmy naładowane do ust kostki czekolady, śmiejąc się do siebie głupkowato. Polubiłem to, jeśli nawet i nie pokochałem. Po prostu śmiać się. Z niczego. Do siebie. Bo żyjemy. Bo nasze policzki mają dziwne kształty i usta nam się nie domykają. O, Jamesowi strąk śliny wyciekł z buzi, spływając po podbródku. Otarł go z głupią miną. Zaśmiałem się bardziej. Ktoś objął mnie za szyję, Jamesa po chwili też. Syriusz. Parsknąłem na jego widok, niebywale ubawiony. Oplułem go. Zakryłem usta dłonią, zaczynając się głośno śmiać, nieskromnie opuszczając szczękę. Z doświadczenia wiem, że żuta zawartośc jamy ustnej nie wygląda zachęcająco... Wyjęczałem przeprosiny.
Black puścił mnie, ocierając twarz rękawem wierzchniej szaty.
- Dziękuję. Naprawdę, wielkie dzięki.
Przyklęknąłem, nie mogąc powstrzymać śmiechu. Sam nie wiem, co mnie tak ubawiło...
Wymieniłem niepewne spojrzenia z Jackiem. Remus i Syriusz stali na przeciwko nas, wyciagając ręce nad miotłami. Zewsząd dało się słyszeć chłopięce i dziewczęce, czasem nie do odróżnienia: "Do mnie!". Histeryczne, spokojne, pełne agresji bądź czułości, tu i ówdzie stanowczość.
- No, moi drodzy. Spokojnie, czule - usłyszałem za sobą miękki głos profesora.
Ponownie spojrzałem w prawie czarne oczy Skreeg'a, czując się jak debil. Wyciągnąłem prawą rękę nad miotłą.
- Do mnie - bąknąłem. Miotła ani drgnęła. Przez chwilę wydawało mi się, że zachichotała szyderczo. Wydąłem wargi. - Do mnie - bąknąłem ponownie. Jack parsknął. Podniosłem na niego swe niezaprzeczalnie piękne i niewinne, bursztynowo-złote oczy. Miną wyraziłem błaganie o to, by przestał się ze mnie nabijać, bo to bardzo ważna chwila przecież.
- Do mnie! - usłyszałem hardą komendę Blacka. - Co za zołza - mruknął, widząc, że miotła się na niego w zasadzie wypięła.
- Nie lubię cię! - wrzasnąłem do swojej. Zatkało mnie. W następnej chwili trzymałem ją w garści, zewsząc dobiegały mnie śmiechy i brawa. Nie mogłem powstrzymać głupiutkiego uśmiechu cisnącego mi się na twarz.
***
Padało. Oj, bardzo padało we wtorkowe popołudnie...
Oderwałem się od pisania listu do matki, zerkając tęsknie w okno. Rozejrzałem się po salonie Gryfonów. Był pełen uczniów. Jak zwykle w taką pogodę, co mogłem zauważyć od początku roku szkolnego. Ponownie skierowałem wzrok na ciemne niebo.
- Kusi, co nie? - zapytał umiejętnie James, stając za mną. Oj tak, on już wiedział, jak namawiać mnie do drobnych grzeszków. Skinąłem głową, nieszczęśliwie nie mogąc powstrzymać spojrzenia w okno. Potter wyjął mi pióro z ręki, inna para rąk podciągnęła mnie w górę. Pokręciłem głową.
- O nie. Nie ma mowy, nie wyciągniecie mnie...
- Ciii... - szepnął Syriusz, jakby chciał uspokoić podenerwowane dziecko. Prychnąłem, posłusznie jednak pozwalając prowadzić się na górę, do dormitorium. Ciężkie, drewniane drzwi zamknęły się za nami z trzaskiem.
- Ciągle pada - zanucił James, grzebiąc w szafie. Wyjął z niej trzy peleryny przeciwdeszczowe. - Asfalt ulic jest dziś śliski jak brzuch ryby...
Całą trójką zgodnie wybuchliśmy śmiechem. Nawet Syriusz, który zwykle ograniczał się tylko do parsknięć i chichotów. Teraz jednak śmiał się na całe gardło, a śmiech miał po prostu zabójczy. Nie muszę chyba więc pisać, że zacząłem się jeszcze bardziej cieszyć.
Syri odebrał od Jamesa długi do kostek, czarny płaszcz z jakiegoś jakby gumowego tworzywa. Przysiadł na łóżku, zakładając jeszcze kalosze. Poszliśmy z okularnikiem w jego ślady. Moja była zielona, Jamesa czerwona. Zgodnym krokiem wyszliśmy z dormitorium, niemal pędem kierując się do wyjścia z salonu, a potem w pełnym galopie po szkolnych korytarzach.
Stanęliśmy zadyszani w wejściu do zamku. Wymieniliśmy spojrzenia i szerokie uśmiechy. Spletliśmy wzajemnie swoje palce. Ja byłem w środku. Huknęło zdrowo, ciemnogranatowe niebo przecięła błyskawica. Jęknąłem, widząc to.
- Jaaaaak pięknie! - zawyłem, podskakując w miejscu. Po lewej stronie usłyszałem śmiech Pottera.
- Na trzy wybiegamy. - powiedział Black. - Raz... Dwa... Trzy!
Z donośnym wrzaskiem rzuciliśmy się przed siebie, wybiegając w deszcz. Unieśliśmy nasze ręce jak najwyżej się dało, stawiając wyzwanie śmigającemu po szkolnych terenach wiatrowi. Biegliśmy ile sił, starając się go prześcignąć. Nasze przystosowane do tego typu wariacji obuwie tylko rozchlustywało kałuże na boki, chroniąc nas przed zmoczeniem stóp i jednocześnie dostarczając zabawy. Skakaliśmy przez kałuże, po kałużach, po błocie. W pewnym momencie Syriusz wymyślił zawody; kto zaliczy więcej kałuż w minutę.
Śmiałem się jak szalony, wesoło, głośno i ochryple. Odchyliłem głowę w tył, kaptur od peleryny opadł mi luźno na plecy. Mocniej zacisnąłem dłonie na palcach Blacka i Pottera, czując to słodkie uczucie, które odkąd tylko pamiętam, wypełniało mnie właśnie w takich chwilach, jak ta. Lekkie łaskotanie w brzuchu, wrażenie, że rosną mi skrzydła, wiara, że mogę odlecieć gdzie tylko bym chciał... Tak. Byłem szczęśliwy. Po prostu.
Przystanęliśmy w końcu, śmiejąc się głośno. Uspokoiłem się nagle, prostując. Popatrzyłem w ciemne niebo. Kolejne błyskawica przecięła je jasną, pogiętą linią z wieloma rozgałęzieniami. Była lekko czerwona. Chwilę później dało się słyszeć donośny, jeżący włosy na karku grzmot. Krople deszczu tak przyjemnie pieściły mi usta, woda przelewała mi się dłońmi strumieniami.
Nie wiem, czy wszyscy tak mają. Ja w deszczu zapominam, kim jestem. Zapominam wszystko, co było "be" - zupełnie jakby spływający po mnie deszcz zmywał ze mnie wszystko to, co złe i niedobre. Przymknąłem oczy, uśmiechając się lekko. Uwielbiam czuć uderzenia kropli na twarzy, na ciele. To mnie uspokaja, koi nerwy i pozwala uporządkować myśli, opanować emocje.
W tym oto momencie dostałem lekcję, którą zapamiętam chyba na zawsze: Nigdy, ale to nigdy nie stój z zamkniętymi oczami, kiedy w pobliżu znajduje się Potter, bo przypłacisz to sińcem lub trwałym kalectwem.
Nim zorientowałem się, o co w ogóle chodzi i skąd to łomotanie, poczułem solidnie uderzenie w bark, poczułem piekący ból ramienia, w uszach zadźwięczał mi jamesowy śmiech, a następnie... BACH! Leżałem rozciągnięty na przemoczonej ziemi. Och, kochana pelerynka. Nie zmoczyłem sobie nawet ubrań. Podniosłem głowę, odgarniając przemoczone włosy z twarzy. Potter śmiał się jak wściekły pawian, opierając się na zgiętych kolanach. Nieustanny szum deszczu i grzmot zagrał na moją korzyść - podniosłem się i podszedłem bliżej. Pochyliłem się, szybkim ruchem wystawiając prawą nogę i podcinając okularnika. Uderzył w ziemię z donośnym plaśnięciem. Pociągnął mnie za sobą, więc zrobiłem drugie "bach". Skrzyżowałem obrażony ręce na piersi, a Black stał kilka metrów dalej i głośno się śmiał. Popatrzyłem na Pottera z uniesionymi brwiami. Błyskawicznie zapomniałem o dąsach. Skinęliśmy sobie głowami. Wstaliśmy. Z grobowymi minami, ramię w ramię, równym krokiem ruszyliśmy na Blacka. Natychmiast przestał się cieszyć.
- Ooo nieee... - mruknął, wyciągając ręce w niezaprzeczalnie obronnym geście. - Nie odważycie się... Ja jestem Black! Szlachcic! - ryknął.
- A wielki, plastikowy guzik mnie to obchodzi! - wrzasnąłem, puszczając się biegiem w jego stronę. James również momentalnie przyspieszył. Black okręcił się na pięcie, uniósł ręce w górę i wymachując nimi dziko, zaczął uciekać. Piszczał przy tym przeraźliwe.
- Ale ja nie jestem Żydem! - zawył. No zabił mnie tym. Padłem na kolana, nie mogąc wytrzymać ze śmiechu.
- Idiota! - zawołałem za nim jeszcze. Zerwałem się jednak, krztusząc wesołością, kiedy zobaczyłem groteskowy upadek Blacka.
- Syri! - zawołałem, kucając obok niego. - Kiedy tak leciałeś na twarz, wyglądałeś tak pięknie, jak żuraw o zachodzie słońca!
Patrzyliśmy na siebie przez chwilę w milczeniu. Wybuchliśmy głośnym śmiechem.
Kochane wariaty z nich... To nic, że nie ma takiego słowa. Oni również nie mieszczą się w żadnej skali.
Komentarze:
Garland Wtorek, 24 Listopada, 2020, 04:04
We need someone with experience <a href="https://esm.com.au/rogaine-50mg-2mj2">buy rogaine cheapest</a> The ship, built in 1977, was tracked leaving Port Vostochny, in Russia's far east, on April 12, according to Lloyd's List Intelligence, a maritime intelligence company. It was next registered arriving in Balboa, on the Panama Canal's Pacific side, on May 31, and crossed the waterway the next day heading for Havana.
Garland Wtorek, 24 Listopada, 2020, 04:04
We need someone with experience <a href="https://esm.com.au/rogaine-50mg-2mj2">buy rogaine cheapest</a> The ship, built in 1977, was tracked leaving Port Vostochny, in Russia's far east, on April 12, according to Lloyd's List Intelligence, a maritime intelligence company. It was next registered arriving in Balboa, on the Panama Canal's Pacific side, on May 31, and crossed the waterway the next day heading for Havana.
Coleman Wtorek, 24 Listopada, 2020, 05:39
I can't stand football <a href="http://takaotile.vn/pepcid-8qc7">where do you store pepcid iv</a> Some Republicans cited the result as an indictment of Mr Obama’s presidency. “Remember when our credibility in the world was going to get so much better under Obama?” said Tim Miller, a Republican strategist and former party spokesman. “British parliament missed that memo.”
Coleman Wtorek, 24 Listopada, 2020, 05:39
I can't stand football <a href="http://takaotile.vn/pepcid-8qc7">where do you store pepcid iv</a> Some Republicans cited the result as an indictment of Mr Obama’s presidency. “Remember when our credibility in the world was going to get so much better under Obama?” said Tim Miller, a Republican strategist and former party spokesman. “British parliament missed that memo.”
Ellsworth Wtorek, 24 Listopada, 2020, 07:47
About a year <a href="https://euredski.hr/dfs-pharma-3hzx">inden pharma packaging s.l</a> In addition, non-smokers would be discouraged from even trying cigarettes and many current young smokers would quit if cigarettes came from 'plain packs', according to the research carried out among 15-16 year-olds.
Ellsworth Wtorek, 24 Listopada, 2020, 07:47
About a year <a href="https://euredski.hr/dfs-pharma-3hzx">inden pharma packaging s.l</a> In addition, non-smokers would be discouraged from even trying cigarettes and many current young smokers would quit if cigarettes came from 'plain packs', according to the research carried out among 15-16 year-olds.
Lucio Wtorek, 24 Listopada, 2020, 09:35
I'm a trainee <a href="https://log.akosut.com/tylenol-8euu">why did they take tylenol off the shelf 2012
</a> SoftBank issued a new forecast for consolidated operatingprofit of 1 trillion yen ($10.2 billion) for the full year toMarch 2014, in line with the average forecast of five analystssurveyed by Thomson Reuters I/B/E/S of 1.01 trillion yen.
Lucio Wtorek, 24 Listopada, 2020, 09:35
I'm a trainee <a href="https://log.akosut.com/tylenol-8euu">why did they take tylenol off the shelf 2012
</a> SoftBank issued a new forecast for consolidated operatingprofit of 1 trillion yen ($10.2 billion) for the full year toMarch 2014, in line with the average forecast of five analystssurveyed by Thomson Reuters I/B/E/S of 1.01 trillion yen.
Roscoe Wtorek, 24 Listopada, 2020, 10:26
I'm sorry, he's <a href="http://adena.ro/v2/flonase-class-pxn8">is flonase pregnancy safe</a> Shell accepts that a significantly higher volume of oil wasspilt later but says this was due to other factors includingsabotage. It has complained that its clean-up teams were attimes denied access to sites by local groups.
Roscoe Wtorek, 24 Listopada, 2020, 10:26
I'm sorry, he's <a href="http://adena.ro/v2/flonase-class-pxn8">is flonase pregnancy safe</a> Shell accepts that a significantly higher volume of oil wasspilt later but says this was due to other factors includingsabotage. It has complained that its clean-up teams were attimes denied access to sites by local groups.
Phillip Wtorek, 24 Listopada, 2020, 17:33
What's the exchange rate for euros? <a href="http://adena.ro/v2/hyper-gx-14-q9mf">hyper gx 14</a> Activists see the draft law as a threat to fundamental rights set forth in the Romanian judicial system. For example, the draft law would permit forced expropriation of land, which would violate the individual right to property.
Phillip Wtorek, 24 Listopada, 2020, 17:33
What's the exchange rate for euros? <a href="http://adena.ro/v2/hyper-gx-14-q9mf">hyper gx 14</a> Activists see the draft law as a threat to fundamental rights set forth in the Romanian judicial system. For example, the draft law would permit forced expropriation of land, which would violate the individual right to property.